poniedziałek, 21 lutego 2011

Czasem.. bardzo rzadko, ale zdarza się, że wracam do pustego mieszkania. Zazwyczaj bowiem to ja jestem tą najbardziej zabieganą i zajętą osobą, której Cathrine i Val pytają "Ewa, where the hell are you running again?", same będąc w dresie/pidżamach/pościeli. Dziś jednak musiałam wyciągnąć klucz z czeluści torby i na moje "helloł-mm-ołł?" nie było odpowiedzi.
Jest coś odklejonego od rzeczywistości w samotnych powrotach do mieszkania, w niepewnym otwieraniu drzwi do pokoju - zawsze pozostaje cień wątpliwości, czy nic nas nie zaskoczy.. I poranny bałagan (szczególnie w poniedziałki), którego uprzątnięcie zajmuje kilka minut, ale który w pierwszej chwili wywołuje bezradne westchnięcie..




szybki obiad. w sałacie znalazły się oliwki nadziewane chilli. a na deser pasek gorzkiej czekolady i czarna kawa z chilli. chilli aktualnie króluje absolutnie. rano znalazło się w twarożku..

kilka słów gdańskich na skypie. wystarczyło, żeby się uśmiechnąć. długo.

to teraz.. Nietzsche, antropologia, włoski. I znów Nietzsche i antropologia zapewne.


Muzycznie Alexi Murdoch i Tracy Chapman dziś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz