2 w nocy. Gdzie moje chodzenie spać o 23.3o? Źle.
Wtorki to dni największego narzekania. Jedyne chyba zresztą. Za to kumulacja zmęczenia i innych czynników jest taka, że czasem ręce opadają. Cały dzień zajęć. Chwila na obiad. Bieg na salsę. Pięć godzin oswajania włoskiego. Dziś jeszcze wysyłanie zdjęć na konkursy. I wyspałabym się jutro, gdyby nie to, że moje roztrzepanie zgotowało mi pobudkę za pięć godzin. Jak nieogarniętym trzeba być, żeby wrzucić książki z Science Library do wielkiej czarnej dziury w Main Library? Dlatego rano lecę spróbowac je wyłowić. Wish me luck..
Gardło coś odmawia współpracy. Wszystko to przez okropną pogodę. Ni to ciepło, ni to zimno, wilgotno, chmury, słońca brak. Typowy Londyn, i zapewne Anglia w ogóle też. Nie służy mi, niestety.
Myślę o Brukseli za miesiąc - i to cieszy. A jednocześnie świadomość ogromu pracy esejowej przede mną. Tęsknym wzrokiem spoglądam na "dobre miejsce do umierania" jagielskiego zakupione kilka godzin przed wylotem z Gdańska - ale nie, musi poczekać.
Miasto pogrążone jeszcze było w głebokim, sennym mroku, gdy na bazarze wokół dworca kolejowego następowało spotkanie dwóch Azerbejdżanów - miejskiego i wiejskiego. Do spotkania dochodziło w oparach palonych śmieci, wśród stert nigdy niesprzątanych odpadków, ujadania bezpańskich psów, na porywistym wietrze wiejącym od morza. Jako pierwsi pojawiali się przedstawiciele wsi. Zaspani gramolili się z autobusów i pociągów, taszcząc na plecach wielkie worki, teksturowe pudła, obwiązane sznurkami paczki. (...) Baku było sercem, mózgiem, płucami i kręgosłupem azerbejdżańskiego państwa. Enklawą, otoczoną znieruchomiałą od wieków, pustą, senną, biedną, pozbawioną sensu i przyszłości, beznadziejną azjatycką prowincją. Baku pulsowało życiem, było dla wiejskich nędzarzy ucieczką, okazją do cudownej odmiany złego losu. (...) Więc azerska stolica wciąż się rozrastała, pęczniała. Jakby cały kraj chciał się wprowadzić wraz z pastwiskami, ogrodami, stadami, obyczajami. Jeśli odliczyło się dwa-trzy miliony Azerów zarabiających na chleb w Rosji, drugie trzy z Baku i jeszcze milion z pobliskiego Sumgaitu, okazywało się, że w pozostałej części kraju żyje zaledwie około miliona ludzi rozrzuconych między górami Kaukazu i bagnami rzeki Araks na granicy z Iranem. I trudno właściwie powiedzieć, co ich powstrzymywało przed ucieczką do miasta. Przecież nie wiara w lepsze jutro.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz