poniedziałek, 17 stycznia 2011

Z wrażenia mało się nie przewróciłam na posadzce w łazience basenowej. Dziewczyna stała pod prysznicem i czytała książkę. Tak, książkę. Nie ipada w wodoszczelnej obudowie, nie książkę laminowaną, nic uczelnianego. Literatura na papierze. Rozumiem czytać w wannie, mocząc nogi (aha), półpływając-półleżąc w hotelowym basenie. Ale prysznice na siłowni to naprawdę nie jest specjalnie przyjemne miejsce na spotkanie ze słowem pisanym. I tak, codziennie coś dziwnego..

Czas powtórzyć włoski, bo za dwie godziny zapewne będzie trzeba coś z siebie wydusić na zajęciach.

I się rozkręciło. Znów dni zaplanowane i zajęte. Ale póki co, w zdrowy sposób. Wszelako rozumiany :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz