niedziela, 31 października 2010

Ważni dla mnie ludzie. Bardzo. Dziś uświadomiłam sobie, że już bez wahania mogę powiedzieć, że moje bycie tu, studiowanie, cały mój Londyn - to nie tylko (i aż) 'przygoda życia'. Owszem, tak. Ale to co pod tym stwierdzeniem się zawiera, to dużo, dużo więcej. I to też nie jest tak, że mam dwa życia, jedno w Polsce, drugie tu. Przez pewien czas tak myślałam i czasem nawet tak mówiłam, pół żartem, pół serio, a bywało że i dość poważnie, kiedy rozkładałam ręce i mówiłam, że trochę jakby mam rozdwojenie jaźni. To nie tak. Wszystko zaczyna się składać w spójną całość. Pomału, powoli, po trochu. Nie z dnia na dzień, a ni tym bardziej w ułamku sekundy. Ale.. czuję się tu u siebie. Są osoby, na które po prostu mogę liczyć. Co ostatnio bardzo wyraźnie miało okazję się zweryfikować. Nie wszystkie te relacje są łatwe. Czasem wyjątkowo trudne. Ale warte tego trudu. Tak sądzę.

..
Mam potrzebę zrobienia czegoś kreatywnego. Nie żeby codzienność kreatywna nie była.. jest bardzo. I studia, i włoski, i spotkania, i.. tak. Ale tu chodzi o coś innego. Impasse.
..

Sweetheart, you looked glamorous and absolutely stunning tonight, and to be honest, I've never seen anyone looking that good with plasters on chin..
:)

3 komentarze: