wtorek, 29 czerwca 2010

Jak to się dzieje, że nieważne, ile mamy lat, są takie momenty, gdy pierwsza myśl to 'Mamo.. przytul. Czemu Cię tu teraz nie ma?'.. Chyba tak będzie zawsze. Instynktownie, automatycznie, w chwilach totalnej bezsilności, bólu (fizycznego czy tego innego też..), kiedy już nie wiadomo co, jak, dlaczego, i czemu wszystko na raz.

Była rozmowa o pracę. Rano, okrutnie wcześnie rano. Było świetnie, miło, sympatycznie, zdążyłam nawet przed rozmową właściwą poznać ludzi innych, rewelacja. A teraz zwątpienie. Bo telefon nie dzwoni, mail pusty. Przygryzam więc wargi i szczerze mówiąc.. łzy mi się do oczu cisną. Bo za chwilę trzeba będzie zapłacić za aktualne lokum, nie mam butów, torebki - to na ślub, nie mam nawet biletu na lotnisko za dwa tygodnie. I pieniędzy na żadną z tych rzeczy. Serio? Gdybym wiedziała, że tak to będzie wyglądać, postawiłabym wszystko na jedną kartę, zaryzykowała brak mieszkania na przyszły rok (czyt. zostawiłabym szukanie go na wrzesień, choć może nie byłaby to łatwa decyzja), i wróciła do Polski prosto po zakończeniu roku akademickiego. I zbierałabym borówkę u rodziców ile by się dało. Przynajmniej spędziłabym czas na świeżym powietrzu, opalona, i z pieniędzmi na bilet na pociąg może do Krakowa. Nieważne. Mam ochotę rzucić to wszystko w cholerę w tym momencie. No, ale to wszystko jest "gdybym wiedziała, że tak będzie.." - a oczywiście skąd mogłam wiedzieć. I pewnie by też nie było łatwo z perspektywą braku mieszkania, pieniędzy, i tak czy siak żadnych właściwych wakacji, bo, no właśnie, za co. Czy ja właśnie odkrywam Amerykę, dochodząc do wniosku, że wszystko sprowadza się do pieniędzy?

To żeby jeszcze może "wytłumaczyć" ten wisielczy nastrój - od powrotu z interview, czyli od przedpołudnia, pęka mi głowa, jest mi słabo jak to się zdarza raz w miesiącu mniej więcej, oraz jest mi kosmicznie niedobrze i wymiotuję cały dzień (oj oj czy to było bardzo obrzydliwe? nie obchodzi mnie to w tym momencie. wcale).

Chyba jedyne co mnie obchodzi to żeby przeczytała to Mama. Bo wiem, że się przejmie. I gdyby mogła, to by tu ze mną była.
W ogóle nie czuję się dorosła, w ogóle nie mam 21 lat, w ogóle.. niech mnie ktoś przytuli.

2 komentarze:

  1. [hug, hug, hug]
    zadzwoń do nich jutro sama i zapytaj, czy podjęli już jakąś decyzję. :)

    OdpowiedzUsuń