piątek, 2 lipca 2010

Będzie dobrze.

Tylko teraz nie chcę nic zapeszać, najpierw niech się uda.

Zaczynam szalony weekend, zaczynam go zdrowo, od owsianki na śniadanie ;-) Potem to już szał ciał, bo jadę odebrać klucze do nowego mieszkania, ogarniać przeprowadzkę (to jest clue dnia), jak dobrze pójdzie to skończę Fahrenheitowe boje (jak dziwnie pisać sprawozdania i inne dokumentacje po polsku.. połowa tekstu jest zangielszczona i muszę redagować!), i może mini spa dla mnie się jakoś wciśnie czasowo.. (mini spa = obciapać się maseczkami, wysmarować się czymś pachnącym, obejrzeć film). Jutro praca (a jak się uda to parada równości przed - ciekawa jestem jak to w Londynie wyglądać będzie, więc aparat do ręki i..), w niedzielę wybory i praca (wybory! błagam, idźcie wszyscy po rozum do głowy - czyt. nie będę tu agitować, ale naprawdę idźcie, spotkajcie się z rozumem, użyjcie go.. jak nie to nie wracam do Polski:P).

Jeszcze parę porannych wygibasów. Tańca tańca tańca trzeba mi.

1 komentarz: