Snuuuuu. Dziś Londyn i spacer z Kacprem w Regents Parku w mżawce tak typowo filmowej, że aż się zdziwiłam, bo jak długo tu jestem, to takiej mżawko-siąpawko-deszczawki nie było. Bez parasola, szliśmy i szliśmy i szliśmy. Po prawie 8 godzinach na uczelni, w tym kosmicznym wykładzie "globalization and new technologies", trochę powietrza okazało się być zbawienne. Wróciłam, zabałaganiłam, posprzątam, i czas na drzemkę, bo ledwo patrzę i nici z pisania kolejnego eseju.
Wczoraj dinner na Chinatown, "Ewa, please come, you need some food and something different than the essays.." Trudno, powiedziałam sobie, i tak już nie myślę. Takie dwie godziny, "girls only".








bo czasami trzeba "girls only". :) :***
OdpowiedzUsuń