piątek, 26 marca 2010

Północ to idealna pora na robienia prania - Ewa i jej genialne pomysły i za krótka doba. Dlatego chwila na napisanie słów kilku, bo pranie potrwa jeszcze 29 minut. Uff.

Egzamin ustny z włoskiego - si si si si si! :D Moje zdolności improwizacyjne przeszły same siebie - czyli gdy brakowało mi słów, używałam angielskiego lub francuskiego z włoskim akcentem - przynajmniej przypominało włoski :D i mówiłam dalej - także na koniec usłyszłam, że "molto bene, grazie, tu hai parlato italiano per 10 minuti!". Benissimo :) A żeby było zabawniej, to w części, w której opisuje się zdjęcie/dorabia historyjkę i jak najwięcej mówi, z nerwów trzy razy zmieniłam imię przystojnego chłopca na zdjęciu, tonącego w objęciach wyimaginowanej Giulietty. Najpierw powiedziałam "in questa foto ci sono Giulietta e Alessandro", chwilę później stwierdziłam, że "Marco lavora in Roma", kończąc mówiłam, że "Pedro e Giulietta sono sposato". Zorientowałam się wychodząc, i dostałam absolutnego ataku śmiechu. Będzie dobrze.

Kawa z Lidą, która miała egzamin chwilę po mnie, Starbucks z widokiem, kawa rozlana na moją bran new sukienkę, słowotok mój i Lidy zimna logika, która nieco pomogła.. telefon od Tarka, za którym stęskniłam się już niemożebnie, i to było jak cud z nieba:) Poziom absurdu naszej relacji jest nie do opisania, uwielbiam go, absolutnie uwielbiam tego człowieka, i te kilkanaście ponad minut przez telefon rozmowy spowodowało, że poziom endorfin podskoczył zdecydowanie. Wieczorem spotkaliśmy się na żywo, co było jeszcze lepsze.

A po powrocie.. czekała na mnie niespodzianka. [tu delete, napisałam, wymazałam] Medytując nad tymże z kubkiem herbaty w kuchni, usłyszałam nagle trzask drzwi i "Eeeewa are you there?" i nagle moim oczom ukazał się Jorg w.. hm.. stroju nietuzinkowym. Mamma mia, mój kochany współlokator miał na sobie.. różowe rajstopki, bokserki w wisienki i t-shirt w neonowe maziaje. Po chwili zostałam przedstawiona jego przyjacielowi, który wyglądał niemalże identycznie, usłyszałam 'This is Ewa, my best, cutest ever and favourite flatmate' [całkiem niezłe:P], zostałam obzdjęciowana i naprawdę żałuję, że nie bawię się teraz z nimi w Club Neon.. co począć. Mimo, że chłopcy byli po ledwie kilku drinkach, wywiązała się bardzo wyszukana konwersacja, w trzech językach ['i don't know why, but after alcohol i can speak so many languages so well' - J.], zostałam wyściskana i wycałowana i pomachałam przebierańcom na pożegnanie.

Pranie, parę-parenaście zdań eseju, dokumenty na jutro, i chyba spanie. Jutro dzień niesamowicie intensywny [aha, a kiedy nie jest..] ale tak do granic możliwości, więc siły potrzebne.

Ach. I piosenka genialna, podglądnięta u Krzysia. Charlie Winston 'Tongue Tied'. So so so real!

* ostatnie zajęcia z Foundation Course



* przyłapałam! :D



* Warhol!!



* bez kawy nie da rady. hectic week.



* shortly after her suicide.. Monroe, oczywiście.



* przed egzaminem z włoskiego. wznoszę oczy ku Górze.



* po. victoria! i pożeranie papieru - gimnazjum mi się przypomniało.. :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz