wtorek, 9 marca 2010

Jest 9, czyli 8 londynskiego czasu, czyli jednak 9, bo ciagle jestem w Germanii. Od prawie trzech godzin na nogach, wiec probuje dobudzic sie kawa. Choc mrozne powietrze na zewnatrz i adrenalina zrobily swoje, i task naprawde nie jest zle, wrecz dobrze jest.
Niemiecki czas pozytywny. Rodzinny, wesoly, taki jak byc powinien. Teraz pozostaje misja spakowania, ogarniecia, i nauki. Bo czasu jeszcze troche mam do wieczora. Perspektywa jutrzejszego wykladu porannego po tym, jak wyladuje w Londynie dopiero okolo polnocy moze nie zachwyca, ale przynajmniej mile powitanie sie szykuje.

Zdjecia nie wiem kiedy. Lightroom juz mnie nie chce, innych programow nie uznaje, a surowych zdjec nie chce wrzucac, bo mam wizje. Poza tym 2 tygodnie na 4 eseje i egzamin dalej w powietrzu i troche jestem z tego powodu zestresowana. Troche. Bo w weekend na zdjecia pojde chocbym miala tam pasc. Oby w sloncu londynskim, bo zimy starczy juz.

1 komentarz:

  1. nie, nie, nie, nie padamy! :) chociaż rozumiem jak się czujesz bo mnie ta zmiana z zimy na wiosnę też wybija z rytmu - śpiąca cały czas jestem, jak nie wiem. przerażające. :P :***

    OdpowiedzUsuń