Ja, Sofia i Jorg, powinnismy startować w którymś z programów a la 'Śmiechu warte'. Poranek w kuchni nie do przebicia. Uwielbiam ich.
I siedzenie na korytarzowej podłodze z J. z 'Vogue'iem'. A potem przestraszyłam go tak, że sama się przestraszyłam tego przestraszenia, jak dosłownie odfrunął na kilka metrów. Unintentional to było, naprawdę.
Lunch z Cathrine i Lidą. Kurczak z warzywami po meksykańsku. Pycha.
[tu przemycam informację, że gorączka i osłabienie, ale nie dam się. nie ma mowy]
Powyższa przemycone informacj aimplikuje mój sen wieczorny i osłabienie takie, że nie miałam sił przewrócić się na bok z pleców.. to nie było fajne.
Ale! Oglądanie na żywo wyścigu Kowalczyk i Bjoergen było bezcenne, to nic, że pogryzłam sobie palce [dosłownie], było warto! Jednocześnie skypowa konferencja z Cathrine - "Cathrine, do you think we can still be friends after any of them wins?" [Cathrine jest z Norwegii, jej chłopak ze Szwecji, więc było emocjonalnie bardzo]. Zmęczyłam się kibicowaniem prawie tak jak narciarki biegiem chyba.
I parę mądrych słów od starszego brata też było.. takie życiowe proste mądrości :)
Italian project mode on. Ale jeszcze jeden miły akcent. Przed chwilą dostałam wiadomość od Cathrine, że jej tata - Norweg - cieszy się ze zwycięstwa Polski i funduje mi i Cathrine obiad w wybranej przez nas [już wybrałyśmy - w polskiej] restuaracji w Londynie! Zaniemówiłam. Przeprzeprzesympatyczny gest. Jest mi miło, dumnie, i.. będzie dobrze.
"śmiechu warte" mówisz? :) chciałabym się tak pośmiać po prostu też, ale jakoś ostatnio tak poważnie jest...
OdpowiedzUsuńdopiero wróciłam z pg (jest 21...) i padam na pyszczek. powinnam się jeszcze pouczyć, ale chyba mam to w nosie i idę spać. :P :*