sobota, 16 stycznia 2010

Sobotnie południe - bo jeszcze nie popołudnie. Zdążyłam już obejrzeć pierwszy odcinek piątego sezonu House'a, wcześniej do śniadania 'Rewers' faktycznie wart recenzji, zagryzłam kilkoma kostkami gorzkiej czekolady z chilli (Lindt oczywiście!).. wyjrzałam przez okno i pomedytowałam nad deszczem zdającym się nie mieć końca - naprawdę sprawia wrażenie, jakby miał padać aż do końca świata. Mimo wszystko, wyjdę i pójdę na basen. Sobota to dzień dla mnie, dla mnie ze sobą samą, i bardzo mi to odpowiada. Po wczorajszym wieczorze/nocy intensywnie towarzyskim, trzeba mi się pointegrować we własnym gronie jednoosobowym. Dobra muzyka, film, książka, sport. Ale nie leżenie na łóżku i patrzenie się w sufit. To znaczy, także, ale tylko troszkę. Bo na dobre mi to nie wychodzi. Zdecydowanie ostatnio preferuję opcję 'działanie'. Przynosi przynajmniej efekty. Różnorakie, ale efekty.

Aha, i może wreszcie przeczytam jakąś książkę. Nawet nie jakąś, tylko od około trzech lat wyczekiwaną. Wpadła mi sama w ręce w bibliotece, gdy pomyliłam kierunku i zamiast na dział mój, poszłam w prawo - czyli do lingwistów i literaturoznawców. Stało się. Zaczynam czytać 'Homo Faber'. Nie chcę zapeszać, ale jest szansa, że nie odłożę po kilkunastu stronach, lub kilkudizesiąciu, co przez ostatni rok było moim rekordem. Już zaczynałam obawiać się, czy mi coś w główce się nie poprzestawiało - bo jak to, kiedyś, kilkadziesiąt książek rocznie, teraz - może trzy całe. Czas wrócić do formy. :)

Muzycznie: ostatni utwór, kończący 'Rewers'. cudo!

1 komentarz:

  1. ech z książkami to ja mam tak samo. :/ a jak sobie pomyślę ile ichg kiedyś czytałam... gdzie te czasy: jeden dzień = jedna książka? mam nadzieję, że nie minęły bezpowrotnie... ;) buziam z cały czas mroźnego gdańska (wczoraj wieczorem było -15C!). :*

    OdpowiedzUsuń