niedziela, 17 stycznia 2010

Jeszcze nie teraz.. nie teraz.. OPANUJ EMOCJONALNOŚĆ!

Co najmniej kilkanaście razy obejrzałam dziś 'Jadzię' i mogłabym jeszcze więcej, gdyby nie to, że na szczęście mam co robić. Dobrze tak. Najbardziej trafia do mnie moment z 'opanuj emocjonalność', bo chyba akuratne teraz bardzo.
http://www.youtube.com/watch?v=j4ooB_m0zuo

Niedziela. Niebywale późna pobudka [jak zwykle nie wiem jakim cudem, ale gdy otworzyłam oczy, to pora była zdecydowanie inna od tej 'planowanej', ale to przecież niedziela..]. Odcinek House'a, a jakże. Nauka, albo coś, co nauką nazwijmy. Czyli podejmuję próby przekonania się do Tycjana i spółki [czyt. całego późnorenesansowego włoskiego gangu] i nawet wychodzi. Tylko że powoli. Dochodzę do wniosku, że może spacer do National Gallery by to przyspieszył może, jako że w jakimś stopniu wzrokowcem jestem. Dlatego może jeśli popatrzę na 'Bachusa i Ariadnę' na żywo to polubię albo co najmniej zaakceptuję. Bo póki co to tak średnio i nie do końca.
Wracając do niedzieli.. siłownia, godzina na bieżni, co z moją nadambicją skończyło się tak, że byłam jednocześnie biała jak kreda i czerwona jak nie wiem co (rak? burak?). Trenujemy. Waga w dół, co mam nadzieję wynikiem stylu odzywiania jest, nie zaś stresu. Trochę go jest, a nie chciałabym, żeby tu jakieś somatyzowanie z tego wyszło. No no no.
Tu następuje moment, kiedy stwierdziłam u siebie gorączkę. Ale 'niematotamto', dlatego kierunek kościół obrałam. Warto było. Zawsze warto, ale dziś to już ponadstuprocentowo. Wczoraj przejrzałam czytania na dziś i pełen zachwyt po prostu. Pierwsze - myślę sobie 'wow, świetnie, to lubię!'. Patrzę na drugie - 'niemożliwe, wspaniałe!. Gdy zobaczyłam Ewangelię.. 'jak to jest możliwe, że taka kombinacja dziś?!'. Przypadły mi do gustu bardzo. Akurat teraz. Koniec końców, dobrze, że zobaczyłam to po polsku, bo mszę miał ojciec w podeszłym wieku i z dziwaczną manierą - z kazania byłam w stanie wyłapać li i jedynia słowa takie jak: Jesus, wedding, bride, today. Więcej nie pamiętam. A mówił długo.

Jeszcze trochę Tycjana, list do napisania, i film na dobranoc. Do wyboru do koloru, ale chyba klasyka Oskarowa. Pochwalę się, jak już obejrzę.

Ach. Raki i czekan mi się marzą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz