Po drugie, jak już wyląduję w łóżku z aspiryną, będzie pochwała polskiej sztuki w Londynie i zdjęcia ze spaceru. Niedługo.
Apdejt:
Padam na nos po gripexie i czuję się co najmniej lekko pod wpływem, więc jednak będzie krótko i treściwie.
1. zdjęcia tu:
http://picasaweb.google.co.uk/sklepy.cynamonowe/CouldItBeJanuary#
wygrywa dla mnie zdjęcie 'Jesus said', pan mi wszedł w kadr nieplanowanie a wyszło świetnie. Aha, napis na budynku głównej siedziby Salvation Armii, nie znam się, ale wikipedia mówi, że kontrowersyjni. Pewnie tak. Sama nazwa brzmi sekciarsko. A może to tylko moja wyobraźnia. W każdym razie siedziba jest zaraz obok katedry św. Pawła, więc jestem nieufna, bo wspomnienia moje z tym miejscem są, powiedzmy, dziwne.
Aha, na pytania dlaczego wyszłam z gorączką na spacer nie odpowiem. Powód jest tak banalny, że nie ma co medytować - ile można siedzieć w pokoju?! Wytrzymałam do 15.oo, to i tak sukces.
2. Absolutnym mistrzostwem świata jest dla mnie wystawa Mirosława Bałki w Tate Modern. Byłam niemalże pewna, że już się skończyła, a jednak nie - do kwietnia! Kolejny powód, żeby wyjść z akademika. Wystawa.. to nawet nie jest wystawa. Instalacja. Niesamowite. Nie wiem, jak opisać, naprawdę. Kto był w Tate Modern ten wie, jak zagospodarowana jest przestrzeń, kto nie - w uproszczeniu: nad Tamizą jest ogromny ceglany budynek, była fabryka, obecnie część Tate, konkretnie Tate Modern. Jak widać na załączonym obrazku:

Po pierwsze jest to obrzydliwe i wygląda jak krematorium, po drugie w środku jest masa cudowności rekompensująca zewnętrze. Jest też boczne wejście, do tzw. Turbine Hall, gdzie schodzi się do poziomu -1. Tam też znajduje się instalacja Bałki.
Bardzo polecam półminutowy filmik tu:
http://www.tate.org.uk/modern/exhibitions/unilevermiroslawbalka/default.shtm
Cała instalacja to to wielkie czarne coś. Niby nic. Dokłądnie w momencie gdy zrobiłam pierwszy krok, zalała mnie ciemność. Nie, to nie była ciemność. C z a r n o ś ć. Całkowita. Z każdej strony czarność. Do tego echo, pogłos, kroki ludzi, którzy znajdowali się w tym kontenerze ze mną. Wszystkie zmysły oszołomione, próbujące opanować przestrzeń i to co się w niej dzieje. To, że nie byłam tam sama, poznawałam przede wszystkim słuchem. Wzrok był zupełnie wyłączony. Autentycznie się bałam i przez moment gotowa byłam się cofnąć, mimo że przed chwilą widziałam z zewnątrz, że to kontener umieszczony w Turbine Hall. Szłam przed siebie powoli, po omacku, z wyciągnięctą dłonią, żeby z nikim się nie zderzyć. Totalna dezorientacja. Pierwsza myśl - Holocaust. Tego nie da się opisać, ale to pierwsze skojarzenie wydawało mi się najtrafniejsze. Jak sie zresztą póżniej okazało, słusznie, bo była to część koncepcji artysty. W pewnym momencie natrafiłam na coś ręką. Welurowa ściana. Po prawej stronie, więc to jeszcze nie koniec. Przytulona do tejże ściany szłam i szłaam, ciągle słysząc ludzi, ale nikogo nie widząc. Wreszcie koniec. Odwróciłam się i... wielki kwadrat światła i czarne sylwetki ludzi idących w moją stronę. Z tej perspektywy wszystko było widać. Zabawnie musiałam wyglądać z wyciągniętą ręką, zupełnie przerażona. To nic. Dobrze, że w taki sposób przeszłam. Wrażenie niezapomniane. Chyba jeszcze kilkanaście minut stałam twarzą w tej wszechogarniającej czerni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz