Polecam:
http://www.filmweb.pl/f480762/500+dni+mi%C5%82o%C5%9Bci,2009
Pomijając jak zwykle idiotyczne tłumaczenie tytułu, film jest fantastyczny. Albo po prostu trafił w mój aktualny nastrój. Założyłam sobie, że zbytniego uzewnętrzniania się tu nie będzie, ale tak żeby zasygnalizować co nieco, to chciałam powiedzieć, że prawdą jest, iż nie wszystko zawsze jest tak, jakbyśmy sobie tego życzyli [brawo Ewa, odkrycie!]. I że świat się na jednej osobie nie kończy [odsyłam do filmu!]. I że na wiele sposobów może nam być w życiu dobrze i szczęśliwie i spełniennie i to nie może zależeć od drugiego człowieka tylko ma się zacząć w nas.
Takie banałostki. Tylko coś w tym jest, że bywają prawdziwe. I czasem trzeba się przekonać "własnoręcznie" i osobiście. No, to się przekonuję.
Na uczelni robi się kosmos ale przyjemny. Science for Art Historians nie gryzie i błogosławię chemię w IB, bo to będzie powtórka z rozrywki, a nie bolesne próby przebrnięcia przez chemiczne tomiszcza, pisanie lab reportów i pojękiwanie 'ale mamo, to jest beznadziejne!'. Uff.
Lecę, pędzę. Na kolejne zajęcia, bo teraz to tylko przerwa na lunch. Wykład, ćwiczenia, i kawa z grupą moją się szykuje. A wieczorem urodzinowe wyjście. W końcu weekend, czas na czas dla siebie:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz