Salsa mi się marzy. Znów. Zatęskniłam. Dlatego muzycznie klimaty własnie salsowe i latino i przypominam sobie kroki. Dance dance dance.
Poza tym z serii 'odkrycia' - alkohol uderza do głowy jakoś dziwnie szybko, kiedy mało się je. Brawo. Neutralizuję się wodą, bo jeszcze teksty na jutro czekają.
Dziś miałam zajęcia, które potwierdziły tezę, że pierwsze wrażenie czasem mylnym jest. Jednocześnie powtwierdziły zupełnie przecwistawną tezę, że pierwsze wrażenie trafnym jest. Byłam jednocześnie znudzona i śpiąca, jak i stwierdziłam, że coś w John Soane's Museum jest i pan był mocno zakręcony, ale miał pasję. Co nie zmienia faktu, że była znudzona. Tak jak za pierwszym razem, jakieś 2 miesiące temu.
A na Oxford Street jest sklep z gadżetami imprezowymi [kartki na wszelakie okazje, nieskończona ilość kartek, świeczki o magicznych mocach - kupiłam na urodziny J. śpiewającą świeczkę! a tak niepozornie wygląda..., brokacidła i świecidła, kretyńskie drobiazgi, kicz i tandeta ale i czasem coś fajnego).
Na Camden natomiast dostałam autentycznego wytrzeszczu. Sprzedają tam 'wzór' do tostów z wizerunkiem Matki Boskiej. Niesmaczne. [jakim kretynem trzeba być, żeby coś takiego kupić, i jakim kretynem do potęgi, żeby coś takiego wymyślić?]
"wzór" do tostów powiadasz.... ja widziałam z Jezusem...
OdpowiedzUsuńnie wiem co trzeba mieć w głowie, żeby wymyślać coś takiego, ale jak ludzie będą to kupować to będą to robić. niepojęte prawa rynku niestety. :/
OdpowiedzUsuń