sobota, 21 listopada 2009

Londyn potrafi być piękny. Przepiękny.

Wyprawa do Hampstead Heath i Kenwood House z Cathrine, Rebeccą i Helen udana i owocna. Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem lub napiszę, ale dziś Londyn mnie oczarował. Kilka stacji metrem, dziesięć minut w autobusie, i znalazłyśmy się w innym świecie. Jesiennie zaczarowanym-oczarowującym, z pięknymi, starymi angielskimi willami, nieskończenie zieloną przestrzenią i krzykliwą rudością drzew. Do tego Rembrandt w domu nad jeziorem, bardzo długi spacer i wreszcie - po dwóch miesiącach w Londynie - naprawdę świeże, czyste powietrze. A gdy zrobiło się zimno - skąd? znienacka, jak to tutaj bywa herbata i pudding w angielskim pubie (pub angielski to nie to samo co pub polski, tu się normalnie je śniadania i obiady:)).
Trochę czasu dla siebie, bo to potrzebne przecież, choć w koc zawinęłam się z panem Bergerem i znów gorąco polecam. Piekielnie inteligentny mężczyzna. A jak pisze o kobietach! O wiele łatwiej jest mi przyjąć coś takiego, niż feministyczny bełkot o mniej lub bardziej jawnym upodleniu kobiet (w sztuce na przykład, bo tym się zajmuję). Mam alergię na feministki i nie zapowiada się, żeby mi przeszło. Mam ochotę troszkę się rozpisać na ten temat, ale to nie teraz, teraz pora spania ot co. Wtedy też dodam notę na temat in vitro (wiem, temat rzeka, ale po prostu 'oświeciło mnie').
Z imprezy w KOKO na Camden wyszło tyle, że padał deszcz, kolejka była conajmniej dwugodzinna, a obok był przyjemny pub. Skończyło się w pubie. Dzięki temu jest północ a ja już w piżamie jestem wrócona i dobrze mi z tym.
Zdjęcia moje na picasie - ładne są, zapraszam:)
A tu z aparatu Cathrine, żeby nie było, że nie ma mnie:)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz