I nawet gdy jestem tak śpiąca i nieprzytomna jak teraz, 'Sweet Home Alabama' na pobudkę pomocne niezwykle. A skąd ta senność.. tego nie wie nikt. Nawet jeśli wiem, to nie do końca rozumiem. Dziś znów bez śniadania [zachciało mi się "dosypiać" sen, w efekcie wstałam prawą nogą pół godziny przed wykładem w bliżej niepoznananym jeszcze Lecture Theatre], w biegu na uczelnię redbullopodobne coś [fuj]. Za to sam wykład - ciekawie bardzo, History of European Art, dziś architektura Grecji i Rzymu, i wstyd się przyznać, ale tylu rzeczy nie wiedziałam! Lepiej późno niż później. Zresztą, nie miałoby sensu moje bycie tu, gdybym miała wszystko wiedzieć, więc dobrze jest. Jedyne co mnie niepokoi to fakt, iż niemal cała sala była kichająca/kaszląca/smarkająca, czego konsekwencje mogą być nieciekawe. Oby nie.
Zaraz na basen znów, moje nogi jeszcze pamiętają wczorajsze kilkadziesiąt basenów, ale na całe szczęście nie jest to ból. Raczej kuszące wspomnienie:P
Wieczorem i noc całą dziś - Freshers Ball w Ministry of Sound. Skoro już wydałam TYLE pieniędzy na bilet, to oczywiście pójdę. I nawet chcę, bardzo. Tylko - przy takim zmęczeniu - mam wielką nadzieję zachować pion, rozsądek i portfel. Jutro wolne, odeśpię. [tak, szczególnie, że nawet po imprezie wstaję najpóźniej chwilę po 8.oo, ale że nadzieja matką.. ]. I jeszcze posprzątać i poczytać trzeba i.. i w piątek wieczorem wielki chillout do niedzieli rano, przyjeżdża K. z Bristolu i będzie się działo.
Chyba zaraz zacznie znowu padać. To się zaczyna robić nudne, o Anglio, przestań być tak przewidywalna ze swoją pogodą!
a u nas była dziś taka pogoda jak u Ciebie - parno, wręcz dusznawo i padało, padało, padało. no poczułam się jak w Londynie normalnie. ;)
OdpowiedzUsuńa na tych "kichaczy" i "smarkaczy" to Ty tam uważaj, nie daj im się! :*
i udanej zabawy w Ministry of Sound - nie zaśnij tam! :P :D
OdpowiedzUsuń