wtorek, 6 października 2009

w strugach wody ale z czołem podniesionym

Pół godziny temu wróciłam z tzw. "miasta" [bardzo pojemne pojęcie] zupełnie zrezygnowana. Mogłabym wymieniać: zła, zirytowana, przygnębiona, smutna, bez uśmiechu.. ale przede wszystkim zrezygnowana. I prawie tak samo głodna. Na szczęście człowiek ma tą cudowną właściwość, że potrafi elastycznie bujać się emocjonalnie. Jeśli jeszcze dzieje się to z udziałem świadomości i mniej lub bardziej cudownych metod wypracowania pewnych odruchów i okiełznania niektórych mechanizmów, to naprawdę potrafi być nieźle. Trochę sama do siebie pogadałam i jest nawet lepiej niż "nieźle", dużo lepiej. Posprzątam, zjem , pouczę się, film obejrzę. Grzecznie i przykładnie. Ale potrzebuję takiego czasu. Szczególnie, że jutro impreza w jednym z najbardziej trendi dżezzi łotewer klubów na świecie. Balans być musi, dlatego dziś bez wybryków.

Był poranny basen, i jestem z siebie dumna, a co. Po takiej przerwie 1,65km to całkiem nieźle. Zabawnie też było, bo moje postrzeganie w okolicach siódmej rano bywa zaburzone, i przy ponad dwudziestym basenie zorientowałam się, że coś mi nie pasuje, że co chwilę ściąga mnie do środka toru.. cóż. Na basenie też obowiązuje ruch lewostronny. Trudna sztuka, póki co. Ale opanuję.

Potem było trochę nieprzyjemności, które to wpłynęły na mój humor kiepski [bardzo delikatnie mówiąc]. Ale pisać nie będę, bo po co do tego wracać. Tylko gdy doszedł do tego mój głód narastający [godz. 15.oo, dalej bez śniadania..], brak Bardzo Potrzebnego Pisma w bibliotece, tłok w Computer Room i problemy z drukowaniem [a jakże, mam 20 funtów wolnych środków na drukowanie ale oczywiście komputer nawet nie raczył otworzyć moich plików co dopiero mówić o drukowaniu], i jeszcze parno i słabo [brakowało może pół minuty a zemdlałabym spektakularnie na głónym dziedzińcu UCL, niestety się uratowałam albo raczej uratowano mnie:D], i smsy od jakiegoś zboczeńca [no przepraszam za słownictwo ale jak inaczej to nazwać!]..

Za to pierwsze zajęcia z Methods and Materials for Artists fantastyczne, prawie cztery godziny w pracowni, teoria i praktyka, i rzeczy niesamowite. A za tydzień mam głosić prezentację w National Gallery.. a o czym to może napiszę bliżej przyszłego wtorku. Niesamowicie mi z tym!

Muzycznie - Czerwone Gitary - Ciągle Pada.

[desperacko i na przekór wszystkim moknę, patrzę w niebo, chwytam w usta deszczu krople.]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz