poniedziałek, 5 października 2009

Buena Vista Social Club

Na rozgrzewkę ciepłe rytmy. Bo zimno tu, choć padać przestało. Chwilowo zapewne, a jutro rano znów będzie mokro - na basen się wybieram, więc jakby nie było, zmoknę. Kwestia tylko, czy z wyboru. Basen 33m, ku mej radości! Basen z rana jak śmietana, co powszechnie wiadomo. Jest co spalać, ten karmelowy batonik był pyszny ale cyferki na papierki straszne. Choć i tak spodnie spadają i nawet pasek już nie pomaga. Gut. Trzeba dalej przyoszczędzić, bo ostatnie dwa dni to co chwilę wydatki duże "na raz". Tu 25 funtów na telefon i doładowanie, tu 30 funtów na basen&fitness, tu 30funtów na książki.. zaraz też kolejne podobne pewnie za zestaw kuchenny, autobusy.. nie podoba mi się to. A wszystkie takie potrzebne, konieczne, niezbędne. Konkluzja jest taka, że trzeba spowodować, aby pieniądze także do mnie przybywały a nie tylko wybywały. To dopiero mam zadanie..

Dalej Buena Vista dobranocnie kołysze. A mi jeszcze dźwięczy w uszach ten śmiech, za którym tak tęsknię. Dobrze było usłyszeć, dobrze że jest skype. A koniec świata wcale nie będzie taki straszny, jak ufam;-)

A w listopadzie, jak tylko pięknie zdam pierwszy egzamin, radość w postaci przylotu Tomka i Emi. Cudownie. I cieszę się tak!:)

Jutro wcześnie zaczynam dzień. Dlatego - karaluchy pod poduchy, śpimy!

Ach. Poza BVSC to już zupełnie na dobranoc utwór, któego mogłabym słuchać bez końca.
http://www.youtube.com/watch?v=h0mSm4BWD8s

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz