niedziela, 4 października 2009

Londyn - miasto robotów..

Rano, wychodząc na spacer i do kościoła, byłam przeszczęśliwa idąc względnie pustymi londyńskimi ulicami. Bardzo względnie ale jednak puste były nawet Tottenham i Oxford, więc dla mnie powód do radości niemały. Ale. Tylko dlaczego wychodząc z kościoła w południe musiałam wpaść w ten nieokiełznany tłum? Przez dziesięć minut jakoś opanowywałam zniecierpliwienie i irytację, ale dłużej się nie dało. Hałas, ścisk, nieustanne pilnowanie torby i kieszeni, wszystkie języki świata, kolory. Zachowania też niekoniecznie standardowe. Bardzo byłam zła.
Ale - teraz coś pozytywnego. Nabyłam drogą kupna najtańszy możliwy mobile phone i nareszcie mam angielski numer in case of emergency i nie tylko. Sukces. I kościół na Soho sprawdzony - uff, tu przynajmniej zrozumiałam całe kazanie [nie to co u dominikanów:P], tylko że to też jest bardzo relatywna sprawa - cóż z tego, że zrozumiałam, skoro było okropne - zaś u dominikanów złapałam może połowę ale miało to sens. Tu dowiedziałam się, że najważniejsze jest by szczerze i całym sercem kochać Pana Jezusa [powtórzone kilkadziesiąt razy] i jeśli coś robimy/podejmujemy decyzję, to należy najpierw rozważyć, czy nie przeszkodzi mi to w pełni i całym serduszkiem kochać Pana Jezusa [moje wolne tłumaczenie ale tak to brzmiało]. I najważniejsza jest prostota, bycie jak dziecko i [naprawdę tak ten ksiądz powiedział] zamiast zajmować się inżynierią, budownictwem, bankami, powinniśmy stać się prości. Hum. No nie wiem. Aha, a przy wyjściu z kościoła były kubeczki, dzbanki z kawą i herbatą.. najs, i ten ksiądz żegnał wszystkich wychodzących, ale to tutaj powszechne. Próbowałam sobie wyobrazić Pana Przeora w takiej roli ale chyba jeszcze nie jestem w stanie wykreować w mojej główce przekonującego obrazu:P

I prawie się wzruszyłam na widok polskiej półki w Tesco. Skanowałam półki i nagle widzę "Łowicz", skanuję dalej, po chwili "Neptun" szprotki, zwolniłam.. a jak już zobaczyłam Kubusia to oczy jak spodki i dopiero się zorientowałam, że to cały regał. Łał. Szprotki kupiłam, jeśli ktoś miałby wątpliwości.

1 komentarz:

  1. Oj Ewa... szkoda, że wcześniej nie przeczytałam o tym nagrywaniu.... dzisiejsze kazanie było rewelacyjne;) i myślałam podczas niego o Tobie:) i o tym, że szkoda że nie słyszysz. Było o odchodzeniu od rodziców, o braniu odpowiedzialności i tym co z tym się wiąże. Może już słyszałaś? A jak nie, to o szczegóły pytaj Mistrza ;] Postaram się za tydzień nagrać.
    pa :)

    OdpowiedzUsuń