środa, 21 października 2009

grzeczne dzieci idą spać..

jest naprawdę intensywnie
może nie drastycznie, bo jakoś znajduję czas, żeby obejrzeć codziennie House'a - ale tego sobie nie odmówię..:)
na picasie zdjęcia z zajęć. jakbym przełamała impas fotograficzny. jak dobrze!
włoski lowe, już uwielbiam ten język, amore pomodore.
trzecią noc budzę się w okolicach piątej rano i fruwam pod sufit kaszląc.
przeprzystojny pan w recepcji wydał mi odkurzacz dziś a ja jadąc z owym vacuum cleaneem windą wspominałam sceny odkurzaczowe w 'Once'.
angielski odpowiednik fervexu jest obrzydliwy ale przynajmniej można go dosładzać czym się komu podoba, jak mówi ulotka.
niecierpliwie czekam na paczkę z ojczyzny.
na poczcie pani w okienku była Polką ale cóż z tego, skoro plakietkę "Alicja" zobaczyłam odchodząc od okienka, a z moją ówczesną gorączką dopiero po chwili dotarł do mnie słowiański akcent "sewenty fajyw penis"
jutro znów cały dzień akademicki, za osiem godzin wykład, który niespecjalnie lubię, bo jest w sali, w której po trzech minutach zasypiam niezależnie od tego czy wypiję red bulla czy nie / czy wypiję kawę czy nie/ czy się wyśpię czy nie.. [plus w dowolnej kombinacji te czynniki]
potem italiano
potem biblio
potem.. czy mi się wydaje, czy chciałam iść jutro na wykład do London School of Economics? ee.. trzeba zajrzeć do kalendarza ale najpierw pójdę spać..

wolny czwartek? ha ha.. zabawa w kurę domową.. nauka.. wystawa [dwóch naraz sobie nie zaaplikuję bo mi się w głowie zakręci] do eseju porównawczego.. tzw. "sprawy" z serii zadzwonić do głupiego urzędu i wytłumaczyć, że nie oglądam telewizji i nie będę płacić 142.50 funtów za TV licence.. [ciekawe jak to zrobię, nie mam ani funta na koncie angielskiego telefonu:D]

daję radę. a z martą to już w ogóle. poziom dowcipu trzyma się nas jak za "dawnych czasów". czyli nie aż tak dawnych, bo licealnych, najlepszych. może starsi turyści w Soane's Museum nie byli zachwyceni naszymi chichotami, ale jak tu się powstrzymać. śmiech pomaga. może najbardziej, gdy trzeba się podystansować. albo gdy z tęsknoty aż boli, tak fizycznie. i czuć czyjąś bliskość, pamięć i wyobraźnia na najwyższych obrotach, a wraca się do pustego pokoju ze skłębionym śpiworem na łóżku.

[jak mi się marzy ryba. sopot. wiadomo.]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz