piątek, 9 października 2009

chemia filozofii, filozofia chemii

Bo kto by pomyślał, że i tu dopadnie mnie chemia? Albo raczej - gdyby ktoś mi powiedział jeszcze w IB, że będę błogosławić te cztery godziny w laboratorium tygodniowo, i cieszyć się, że zdaję maturę z tego przedmiotu - wyśmiałabym. Tymczasem teraz oddycham z ulgą, bo w przyszłym semestrze czeka mnie kurs "Chemistry for Art Historians", większość ma oczy wielkie przerażeniem, a ja już teraz gdy mowa o składzie chemicznym pigmentów/baz czy metodach badania obrazów, potakuję ze zrozumieniem.
Filozofia także poniekąd mnie prześladuje. Z niej też miałam pisać maturę! [na całe moje szczęście po pół roku zmieniłam zdanie]. Na dzisiejszy tutorial teksty Riegla i Wolflinna. Koniec XIX, początek XX wieku. Teksty po angielsku, ale że obaj w Wiedniu pracowali, to tłumaczenia z niemieckiego. I tak nieznośnie filozoficzne to wszystko! Przerost formy nad treścią, moim zdaniem, ale może kiedy za 2-3 godziny będę po zajęciach, zmienię zdanie. Na ten moment czuję się wyprana intelektualnie, tak mnie ci panowie zmęczyli.

Tu czasem słońce, czasem deszcz. Wczoraj słońce. Dzisiaj.. odpukać, ale chyba niestety wkrótce deszcz. A ja dalej bez parasola, bo - moja kochana mama beztrosko mnie poinformowała, że jeszcze nie nadała paczki. Cóż miałam zrobić, westchnęłam z rezygnacją;)

I czekam na Oyster card, i na dwie książki zamówione na amazonie. I doczekać się nie mogę, bo już tak mam, że książkowo zawsze ekscytacja wielka i chęć, by już mieć, dotknąć, czytać.

Kończąc.. gdyby ktoś myślał, że londyńskie życie wpłynie na zmianę mego roztrzepania ['jak kogel mogel';)].. to muszę rozczarować. Dalej jestem sobą. Dalej biegnę co tchu by ona czas oddać filmy do biblioteki, dalej mylę godziny więc i tak wszystko się miesza, dalej prawie wchodzę do biblioteki i w tym momencie orientuję się, że nie wzięłam legitymacji, dalej wszystko kończy się dobrze, bo nie płacę kary, wszystko jednak udaje się na czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz