[ten wpis jest raczej informacyjny i pozbawiony niesamowitych zawijasów językowych, gier słownych i ali-przeli-kombiliteracji, więc może być nudno, ale chyba potrzebuję takiego ogarnięcia tego natłoku wrażeń]
Jestem. Dotarłam cała, choć jestem tak zmęczona, że wcale cała się nie czuję. Dlatego w już rozłożony śpiwór wpatruję się tak tęsknie. Szczerze mówiąc, już zdążyłam uciąć sobie „drzemkę” w ciągu dnia. Nawet sześciogodzinna ta drzemka była.. a to i tak o wiele za mało. Po nocy bez snu niemalże, pobudce w okolicach 3 nad ranem, a przede wszystkim bo tych wszystkich przygodach, które nastąpiły..
♪ Lech Walesa Airport. Cóż, zważyłam walizki w domu i były wyśrubowane idealnie. 20kg i 10.1kg. Tylko że.. zdążyłam sobie przypomnieć, że dobrze byłoby spakować jeszcze kilka rzeczy, a przecież nikt nie przyczepi się do 2kg nadbagażu, co zresztą wywnioskowałam na podstawie doświadczeń mych samolotowych. Wydawało mi się to wystarczającym samo upewnieniem. Cóż, na lotnisku czekała mnie niespodzianka. Pani bardzo stanowczo poinformowała mnie, że 22.5kg to za dużo. Tym sposobem nie mam siatki z lekarstwami, butów do biegania, kawy, którą mieliłam przez 2 dni.. ale są i plusy sytuacji, o ile moja familia nie zapomni, otrzymam paczkę z owymi rzeczami plus wieszaki, torba, baletki i pewnie jeszcze coś, czego albo zapomniałam albo walizka nie pomieściła.
♪ Nie ma co się rozpisywać, ale zachowanie Polaków na lotnisku – jak zawsze – żenujące. Może nie powinnam się przejmować, ale autentycznie jest mi wstyd! I niesmak taki. Nie można inaczej? Moje niezbyt przyjemne wrażenia spotęgowane zapewne były również dlatego, że byłam dosłownie objuczona bambetlami i manewrowanie wszelakie było porównywalne do parkowania równoległego na egzaminie. Nevermind.
♪ Jeszcze słowo o BMW (Bambetlach Moich Wszystkich). Z pewnością wzmianka na ten temat będzie się pojawiać w kolejnych akapitach, dlatego dla zobrazowania: naprawdę duża, mocno pękata waliza (żeby ruszyć z nią to jak na moje warunki klimat imprez StrongMan); walizka ‘podręczna’ czyli maksymalne możliwe wymiary, jakość średnia (jest to kluczowe gdyż już w domu zaciął mi się w niej zamek co nie wróżyło niczego dobrego); wielka brązowa torba na ramię-pełna; torba na laptopa na drugie ramię – zapewniam że nie tylko laptop się w niej znajdował. Trauma zaczęła się już przy kontroli na lotnisku – pozrzucać z siebie płaszcz, zegarek, pasek, bransoletki, telefon, właśnie owe torby wszystkie, wyjąć laptopa i nie zablokować bramki – ech.
♪ Takie małe spostrzeżenie. W samolotach Wizzair jest naprawdę ciasno. Bardzo ciasno. Nie pamiętałam, żeby było aż tak ciasno.
♪ Londyn Luton, prawie 40 minut wcześniej, pierwszy ból ale jeszcze nie egzystencjalny gdy taszczyłam się z BMW przez lotnisko i przechodziłam koło Costa Coffee, czułam zapach kawy tak kuszący, i nie byłabym nawet w stanie wyciągnąć portfela. Drugi ból już egzystencjalny zdecydowanie, gdy dalej się taszcząc – zmysłowo-wzrokowo widziałam zdjęcia fantastyczne a nie byłam w stanie wyciągnąć aparatu. Naprawdę bolało.
♪ Pierwsze słowa po angielsku, które usłyszałam: ‘good morning’ z ust czarnoskórego celnika, ach jaki piękny akcent!
♪ W Easy Busie też było ciasno. Bardzo. I uwaga – ten sam kierowca, który jechał w marcu gdy przyleciałam na interview na uczelnię, to był dobry znak. Pierwsza piosenka – ‘You can’t hurry love’, które uwielbiam, i pan kierowca nucący to, za mną para z ogromnym Canonem, a za oknem piękne słońce.. Mina mi zrzedła, gdy miałam wysiadać, i.. zamek w mojej walizce ‘podręczne’ do połowy uszkodzony – tzn. walizka do połowy rozpięta. I za nic nie chciała się zapiąć, zamek ni w tą ni w tamtą. Ech.
♪ Znalazłam właściwą stację metra. Nierealnym wydawało mi się wraz z BMW dostać się do okienka biletowego, ale dzielnie stanęłam w kolejce. Gdy już była przede mną jedna osoba, poprosiłam o pomoc przemiłego pana z obsługi metra; na moje pytanie, jaki bilet potrzebuję do mojej stacji, usłyszałam, że akurat dziś ta linia metra w ogóle nie kursuje. Znowu mi wszystko opadło, od rąk poczynając. Autobus. Oczywiście automat tylko na monety. I oczywiście nikt nie ma rozmienić na drobne. Udało się. Rozglądam się po przystanku, a tam.. wpatruje się we mnie ‘słodkim’ spojrzeniem transwestyta. Patrzy i patrzy. Autobus jak ratunek z nieba przyjechał. Przystanek przed moim mija nas straż pożarna na sygnale. Dziesięć minut później jestem pod akademikiem – tam stoi ten wóz strażacki, myślę ‘to niemożliwe’ i w tym momencie mijany Hindus z idiotycznym uśmiechem mówi ‘haha your house is on fire’. Nie wiem który już raz dziś wszystko, od rąk poczynając, a na nie wiem czym kończąc, mi opadło. Na szczęście już dobrze, dobrze już.
♪ Mieszkam z bardzo przystojnymi chłopcami. I dziewczyną jedną. Zaczęliśmy od wspólnego kupienia czajnika. Jeśli się zastanowić i zinterpretować, to bardzo dobry początek. Czajnik, herbata, wspólne przy stole siedzenie, ciepło, rozmowy. Tyle teoria, w praktyce się okaże.
♪ O jedzeniu może będzie, jeśli znajdę polski sklep.. na razie chilli con carne było bez smaku i było go mało a ja bardzo głodna. Z rzeczy neutralnych w lodówce/szafce mam pittę, płatki śniadaniowe, mleko, mleko sojowe, paluszki krabowe, marchewkę.. i kabanosy z Polski:D A teraz lans – moja woda tu to Evian, tania niesamowicie i przecież najlepsza. Ha.
♪ Wchodzę od mojego pokoju, na biurku leżą dwie koperty. Jedna to sprawy akademikowe, druga zawiera przede wszystkim ulotki o imprezach w pierwszym tygodniu, fintessie itp. Ale jest coś jeszcze. Cała książeczka ‘Sexual Health Awareness Guide’ Made by UCL Students for UCL Students’. Zawartość? Cóż. Przekaz jest mniej więcej taki: jesteś na studiach, to świetny czas na uprawianie seksu, tylko koniecznie pamiętaj o antykoncepcji, antykoncepcja jest super (plus ileś stron jak co zakładać, stosować and so on), jeśli zdarzy ci się przypadkowy seks to to i tamto (kolejne ileś tam stron), jeśli zajdziesz w ciążę to możesz a) urodzić, b) dokonać aborcji (co jest w UK legalne i za darmo), c) urodzić i oddać do adopcji.. Naprawdę rozumiem, że świat jest różny, poglądy wśród ludzi też.. moje są dość odległe od tych zaprezentowanych w książeczce, ale niezależnie od wszystkiego, pisanie o aborcji jakby to było wyrwanie zęba chyba nie jest na miejscu. You will probably feel uncomfortable for a few days after. For some women, going through an abortion can be ery unpleasant and emotional, so counselling is usually offered by the clinic… Jasne.
Sił na jutro sobie życzę, bo masa spraw czeka.
Muzycznie do snu Garbarek, Alicia Keys i Anna Maria Jopek.
dużo wrażeń, dużo. jak na jeden dzień... :D żeby się trochę uspokoiło. i widzisz, jednak przyślą Ci paczkę [strasznie dokładne wagi mają na tych lotniskach... :P]. ;) dobrze, że jest dobrze, bo grunt to optymizm i jasne strony. :) pozdrawiam Cię cieplutko i pięknych snów! :*
OdpowiedzUsuń