Delikatnie plecie się ten wieczór, wieczór tkany-układany-smakowany. Każdym zmysłem odbieranie tego wieczoru mogłabym określić tym słowem we wszelakich odmianach, tak czuję, tak postrzegam, słyszę.. Taki był smak, takie były słowa, gesty, obrazy, zapach. I pewnie ostatni na trzy miesiące szum morza, fal nikłych, które jednak kilka razy nas zaskoczyły i zaatakowały. Doceniam bliskość tego bezkresu, tej potęgi i piękna, do których mam pół godziny rowerem.
Gordon Haskell odkopany w czeluściach komputera. Sentymenty-enty, ale cóż poradzę, że słysząc "Whole wide world" płaczę jak głupia.
Spa-a-ać..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz