środa, 9 marca 2011

Pięknie jest w Londynie. Słońce poranne i całodzienne. Rześkie powietrze. Ciepło.. nawet dwa dni temu udało się pouczyć na kocu w parku. Co prawda przez godzinę, bo jednak popołudniu robi się zimno, ale - jaka to była radość, poczuć wiosnę już tak bardzo..

Chwile zatrzymywane przymknięciem powiek i delikatnym uśmiechem, gdy obraz zapisuje się w pamięci. Drobiazgi, piękne drobiazgi, odpryski codzienności. Gdy siadam w Senate Library pod ogromnym oknem, przy drewnianym biurku (antykwariatowym takim:)), rozkładam książki, papiery, laptopa, i czuję słońce na twarzy. Rozmigotany obraz. Gdy na włoskim oglądamy "Cinema Paradiso" i jest po prostu magicznie. Gdy dostaję urocze smsy w najmniej spodziewanych sytuacjach (co kończy się czasem tak że z zamyślenia mylę wszystkie możliwe obroty na salsie). Nawet teraz, gdy siedzę w Science Library otoczona studentami medycyny i męczę się z researchem esejowym - nagle w słuchawkach ulubiony utwór, i.. jest tak inaczej.

Jest o czym myśleć. Co robić, załatwiać, planować. Dużo tego. Niech się uda. Nie samo. Z moim działaniem. Bardzo, bardzo chcę, żeby się udało.

Ach, a dla zupełnego oderwania..
absolutnie się zakochałam w tym oto

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz