góry. tatry najlepiej i to słowackie ukochane, ale niekoniecznie.
kilkusetstronnicowa powieść, najchętniej dziewiętnastowieczna, proust, balzac, lub dostojewski.
bycie w kawczy, w domu przy kominku, na rowerze, grzybach, nad jeziorem.
rozmowa po polsku..
to są rzeczy, które w pierwszej kolejności przychodzą mi na myśl, kiedy przychodzi moment, że jest źle, niefajnie, i mam dosyć wszystkich i wszystkiego. rzadkie to chwile, ale się trafiają. zazwyczaj gdy ileś rzeczy kumuluje się i te negatywy jednego dnia spadają jeden po drugim.
takie jak niezasłużona ocena. bardzo niezasłużona i bardzo niska. nie jest smutno/przykro - o nie. jestem wściekła. bo wiem, że zasługuję na dużo wyższy stopień, wiem ile pracy włożyłam w ten esej, szczerze mówiąc -spodziewałam się 68% i więcej; szlag mnie trafia, kiedy widzę to co widzę na moim eseju i no przepraszam, ale kretyńskie uwagi wykładowczyni (swoją drogą w 80% przypadków mężczyźni są lepszymi wykładowcami - powiedziała ewa, która nie wyklucza kariery akademckiej), które mogę streścić tak: ten esej jest za mało wikipediowy (czyt. "za mało tu historycznego tła, historii świętej cecylii, kontekstu jej odnalezienia i Kościoła" - no przepraszam, ale czy ja studiuję historię, czy historię sztuki? pomijając już fakt, że sam nacisk na "visual analysis" jest reliktem w podejściu do studiowania i szkoda, że pani tego nie rozumie i utknęła w XVII-wiecznym Rzymie). Dlatego nawet jeśli nic to nie da (a zapewne tak będzie i pozostanie mi liczyć na bardziej kompetentną osobę sprawdzającą eseje drugi raz w maju), pójdę jutro "merytorycznie" porozmawiać.
z cyklu "złe rzeczy jednego dnia" - kiedy zachodzę do Union po zajęciach (w tym po antropologii na której muszę się naprawdę starać, żeby przebić się przez frrrancuski akcent wykładowcy) cała podekscytowana, bo przecież wychodzi nowy numer PiNewspaper z moimi zdjęciami naszego rektora - to dosłownie schodzi ze mnie powietrze, kiedy po sekundowej dumie na widok mego zdjęcia na okładce i drugiego wielkiego w środku - okazuje się, że nie ma ani mini wzmianki, kto jest autorem zdjęć.
CHCĘ DO DOMU. 10 dni. A póki co trochę pocieszenia w postaci skype'a z bratem mym wspaniałym.
[oraz, pocieszenie numer 2: większość wielkich tego świata w notach na, notabene, wikipedii (o ironio) ma informację w stylu "niemal wyrzucono go/ją ze szkoły", "nie radził/a sobie z biologią", "w młodości niedoceniany/a", itd., wszyscy wiemy o co chodzi). oby.
:***
OdpowiedzUsuń