.. to był najlepszy wieczór tego semestru. Jest przeraźliwie zimno, ale lubię to mroźne, arktyczne niemal powietrze. Lubię biegać w taką pogodę, lubię siedzieć zawinięta w dziesięć swetrów, otoczona kubkami po zielonej herbacie, i kombinować-esejować, ale najbardziej lubię ten wieczór. Do niewielu 'popularnych' miejsc mam taką słabość (szczerze mówiąc, raczej rzadko jestem w pobliżu London Eye, Buckingham Pallace, czy Big Bena, jeśli już, to Trafalgar - ale to z racji National Gallery chyba) jak do Covent Garden. Po prostu.. absolutnie uwielbiam to miejsce. Mam związane z nim tylko dobre wspomnienia, bardzo dobre, i nigdy mnie nie zawodzi. Lubię tam być. Szczególnie z ważnymi ludźmi.
To teraz połączę wątki.. Thanksgiving. W bardzo dużym skrócie - byłam mocno sceptyczna, wręcz zdarzyło mi się w całym entuzjazmie Val powiedzieć, że z czego tu się cieszyć i z co dziękować, skoro koniec końców przyszli Amerykanie wytłukli w pień Indian, którym zawdzięczają życie.. no, ale. Widziałam, jak ważne to było dla Val. I choć obiecałam sobie dużo dzisiaj zrobić naukowo (z czego mało wyszło, bo ważniejsza okazała się Poważna Rozmowa z TG oraz zdjęęęcia), to choćbym miała sobie zapałki w oczy wetknąć, postanowiłam pójść. Zaczęło się wesoło, bo zachodząc po T., pomyliłam drzwi i zawitałam do zupełnie obcych ludzi, ale to już mnie w sumie nie dziwi. Standard :-)
Pieszo. Tam i z powrotem. Przez pół godziny amerykanizacja, miła. I nawet znaleźliśmy telefon.. nowiutki Blackberry (mhm, ale jako uczciwie dzieci oddaliśmy barmanowi - co wcale nie wiem czy było najlepszym pomysłem, jak teraz o tym myślę;-)). Po czym zostawiliśmy wesołe amerykańskie (no dobrze.. i inne też) towarzystwo, i poszliśmy pobłądzić i pogubić się w Londynie. Zimną, listopadową nocą.. dokładnie tak. Cudownie. Nie wiem jakim cudem, ale droga z Covent Garden do Warren Street zajęła nam dwie godziny. Piszę i piszę i wszystko kasuję, więc chyba podsumuję jednym słowem, bo to nie ma sensu ;)
u n f o r g e t t a b l e
.. paradoksalnie, niespodziewanie, zmieniam zdanie o Thanksgiving. Jestem niebotycznie, kosmicznie, niewyspowiedzianie wdzięczna za te relacje. Za ludzi w moim życiu. Za bycie, bliskość, zaufanie, śmiechy i nie-śmiechy, za to, że dzielę ten skrawek, wycinek rzeczywistości, który jest mi dany, z fantastycznymi osobami. Że takie dni (tak, uważam że święta, konkretne dni w roku poświęcone czemuś, mają sens, przypominają, prowokują do czegoś, skłaniają do przemyślenia tego i owego) pokazują, że warto czasem zaufać, że warto inwestować w relacje i nie kalkulować wszystkiego, że o wiele łatwiej, sensowniej, przyjemniej nawet (ba!), jest wrócić do książek, notatek, komputera, tego miliona spraw do ogarnięcia, gdy wiadomo, że jest coś więcej, dalej, że to nie wszystko.
'I pamiętaj, nie ma bezsensu'
***
to jeszcze scenka z sainsburys wieczorową porą
stoimy w dłuuuugiej kolejce, totalne zmęczenie już, jakby nie dość było zimna na zewnątrz, T. robi mi okłady (czyt. trzyma twarz między dwoma pudełkami lodów, normalne..) i monologuje już sama nie pamiętam o czym, kolejka się ślimaczy, mija dobrych kilka minut
T: hmm I think I'm talking too much
E: nooo keep talking, you better say it now than come home and talk to an empty wall while doing your coursework..
T: ??
E: well now ignoring the fact that you're talking nonsense, at least it looks relatively normal, in half an hour you'll be facing an empty wall or your laptop screen not meeeee
T: Ewa do you talk to your walls?!
E: hum.. yes.. sometimes..
(chwila ciszy)
T: .. i think you told me that actually when we first met
E: seriously?!
T: yes
-> wnioski -> powinnam zastanowić się lub bardziej świadomie prowadzić konwersacje z nowo poznanymi ludźmi, chociaż z drugiej strony, to jak widać dobry sprawdzian dla relacji :D
ściany też czasem potrzebują towarzystwa. ;)
OdpowiedzUsuńpff mimo wszystko myślę, że jakoś niechętnie nam się wracało do ścian wczoraj i woleliśmy marznąć niż pisać eseje/projektować mosty ;-)
OdpowiedzUsuńoj tam, oj tam, po prostu ścianom czasem też się nudzi, co nie? nie każdy z nimi rozmawia. :P :*
OdpowiedzUsuń