piątek, 12 listopada 2010

lubię to, że wstaję zawsze pierwsza, że mam ten cichy czas dla siebie, że nastawiam pierwszą kawę, potem parzę herbatę, i kolejną herbatę, i mogłabym jeszcze kilka, a Val i Cath ciągle śpią, lubię pierwsze poranne dźwięki, podnoszenie rolet i te sekundy niepewności, czy wszystko stopi się w szarość, czy BT Tower zaświeci słońcem.

już wiele herbat dziś było, już południe, a cały czas to tylko ja 'na chodzie'. chyba nie będzie złośliwością, jeśli nastawię pranie? :)

***

Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek (...)
Wyzwól mój umysł od niekończącego się brnięcia w szczegóły i daj mi skrzydeł, bym w lot przechodził do rzeczy (...)
Użycz mi chwalebnego poczucia, że czasami mogę się mylić. Zachowaj mnie miłym dla ludzi, choć z niektórymi z nich doprawdy trudno wytrzymać (...)
Daj mi zdolność dostrzegania dobrych rzeczy w nieoczekiwanych miejscach i niespodziewanych zalet w ludziach. Daj mi Panie łaskę mówienia im o tym.


***

Jak tak dalej będzie wiało, to jutro obudzę się w Londynie na miejscu Sydney. Apokalipsa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz