wtorek, 23 listopada 2010

life is good
nawet jak się pada na nos
może być lepiej niż dobrze
i jeszcze.. lepiej najlepiej

..


O bezgraniczny, o niewyczerpany, o niewysłowiony świecie form. Jakżebym do ciebie przychodził z filozofią, jeżeli jej sylogizmy obalały się wzajemnie i zostałem tak mądry jak byłem nim zagłębiłem się w jej tomy. Jakże przychodziłbym do ciebie z moralnością, jeżeli znaczyłoby to, że zapytuję o moralność albo niemoralności drzewa lub kamienia. Kiedyś wyobrażałem sobie, że w starości rozmyślamy nad tym, co wieczne, wyniesione ponad przemijanie, ale widzę, że jest inaczej, że cała moja uwaga zwrócona jest ku temu, co ulotne. Na zarzut, że nie umiem powoli wznosić się do transcendencji, odpowiadam jak klasycy Zen: ulotne i wieczne są być może jak dwie strony tego samego arkusza


***

Na to mi przyszło, że po tylu próbach nazywania świata umiem już tylko powtarzać w kółko najwyższe, jedyne wyznanie, poza które żadna moc nie może sięgnąć: ja jestem - ona jest. Krzyczcie, dmijcie w trąby, utwórzcie tysiączne pochody, skaczcie, rozdzierajcie sobie ubrania, powtarzając to jedno: jest! I po co zapisano stronice, tomy, katedry stronic, jeżeli bełkocę, jakbym był pierwszym, który wyłonił się z iłu na brzegach oceanu? Na co zdały się cywilizacje Słońca, czerwony pył rozpadających się miast, zbroje i motory w pyle pustyń, jeżeli nie dodały nic do tego dźwięku: jest?

Wszędzie to u mnie powraca i nawet w mojej mowie sztokholmskiej powiedziałem, że idealne życie poety polega na kontemplacji słowa "jest". Nie mam jednolitej natury, ale często w moich wierszach ujawniam pragnienie, że powinienem siedzieć w moim rodzinnym mieście, spędzić tam życie z kobietą, która byłaby ukochaną moją żoną, chodzić do kawiarni na rogu i rozmyślać o "jest". Naturalnie, że to utopia. Zawsze nam coś przeszkadza (...) "Jest" to dla mnie najbardziej tajemnicze słowo. Miałem kiedyś pomysł, żeby zabronić jego używania, bo to zbyt święte słowo.


***

snu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz