Zupa chilli z kurczakiem by Henrik - mistrzostwo świata. Idealna na przeziębienie, na lodowatość i deszcz za oknem, na wieczór tu.
Moje notatki do eseju wyglądają póki co tak, że streszczam co wydaje mi się ważne, jednocześnie dopisują drukowanymi literami po polski komentarze typu "CO ZA BZDURA, KTOŚ W TO UWIERZYŁ?!" lub "NONSENS, NIEPRAWDA!".
I najbardziej i zarazem najbanalniej na świecie marzy mi się spacer z T., aparatami, i grzanym winem gdzieś po drodze. Wystarczyło mi przypadkowo trafić na zeszłoroczne zdjęcia grudniowe z uczelnianych świątecznych dni. Cierpliwości.
Wracam się wymądrzać (sama przed sobą chyba). Gdzieś w międzyczasie i co czas jakiś zaglądam do Różyckiego, który na wyciągnięcie ręki leży na biurku i mi towarzyszy po cichu.
Nie ma końca świata - sprawdziłem i wiem:
za oceanem nowy ląd i ludzie
patrzący w perspektywę horyzontu,
który ugina się i wznosi. Inne
marzenia w sobotnim mieście, kawiarnie
i kina płoną tysiącem głów. Nie ma
końca płaczu w ciemnej poczekalni
i podróż nie kończy się nawet we śnie.
Jest koniec świata - sprawdziłem to i wiem:
za łóżkiem, w którym przewracasz się jeszcze
o wpół do piątej rano - już przez okno
wchodzi nieprzytomne światło - wyciągasz
mokrą rękę i nie spotykasz tam nic.
Ani całego ciała, ani ściany.
Chciałem ci wtedy powiedzieć, że jestem.
W ten niewyobrażalny sposób, jestem.
/Różycki, Nie ma końca/
Wiersz ah i oh! Dzwoniłam. Maila dostałam. Odpiszę. Busy as always. Zdrówka.
OdpowiedzUsuńcooo dzowniłaś? nic nie wiem nic nie mam :/ kurde zaczynam naprawdę podejrzewać, że orange mnie nienawidzi, ale myślałam, że tylko to polskie (bez komentarza). ALE dostałąm smsa, że mam znowu 100 darmowych minut, wieczory i weekendy, WIĘC jutro wieczór/sobota cały dzień oprócz późnego eveningu - daj znać, zdzownimy się. niedzielę całą pracuję.
OdpowiedzUsuńno. smark smark. ale już mi lepiej. :)
lowe.