niedziela, 22 sierpnia 2010

rano rzeka. najlodowatsza. uwielbiam tak. nim zdążyłam wyschnąć, telefon - czy nie idę nad jezioro. pewnie, że idę. w sensie jadę, bo rower to jest to. taka leśna wyrypa dwa tysiące dziesięć. no i hop i chlup do wody dla ochłody. namawiają mnie do morsów. hehe.

łikend fantastyczny. towarzystwo rewelacyjne. tak przebardzo. wszystko super.

zostałabym tam sobie. z chęcią przenajwiększą. ale tu tak zwane obowiązki.. oj. bankowe. tłumaczeniowe. domowe. foto.. i inne takie tam. ale za tydzień znów. fru do lasu.

ledwo stukam w klawiaturę ze zmęczenia. teraz mój wyimaginowany niewolnik zaniesie mnie do łóżka. mmm..

1 komentarz: