czesław wczoraj w sopocie. genialny. i niech sobie pije to piwo na scenie. całość super super. nawet coś nakręciłam, ale bateria padła. w jednym aparacie. w drugim aparacie. i się rozpadało. czyli w ogóle.. potem jeszcze myslovitz. lata świetlne temu ostatnio ich słuchałam, rewelacji nie oczekiwałam, a tu proszę. najpierw artur rojek podejrzany za kulisami, spokojny, niepozorny, kilka minut później dosłownie roznosząca energia, eksplozja, ojaaa. naprawdę dobry koncert, i byłoby już zupełnie cudownie, gdyby nie pijani gimnazjaliści i pogo pogo w ich wykonaniu.
dziś była kawa z A., dobry czas.
a potem szperanie w katalogach klasztornych bibliotecznych. gut. lubię. fajny biały na czarno.
kupuję różaniec w księgarni katolickiej. oplotkowawszy gdańskich dominikanów (bo co można robić w księgarni katolickiej..), trzeba była podjąć decyzję, który różaniec. wykluczyłam wszystkie kolorowiaste i tłumaczę pani, że zależy mi, żeby był jak najprostszy, skromny itd. zostały dwa drewniane, ciemniejszy i jaśniejszy.
ja: ojej, decyzja..
pani: gdybym miała coś powiedzieć.. albo nie, lepiej nie będę mówić..
ja: ?
pani: bo pani ma takie piękne oczy, taka piękna oprawa oczu, to do tych oczu wybrałabym ten ciemniejszy..
ja: ?!
do czego to doszło, żeby różaniec do oczu dobierać..
a w sobotę możdżer i nie wiem. zostać czy jechać. dylematy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz