Obchody Solidarności zakończone. Koncert był ale właśnie płynie w deszczu. I doświadczenie nowe - vipowskie miejsca oznaczają przede wszystkim to, że dostajesz ciągle reflektorem prosto w oczy, i szczypią one wtedy. Taka cena sławy najwidoczniej. A tak to gut, zdjęcia na NG wysłane, lista konkursów długa ciekawych, i masa rzeczy do porabiania. Książkowo odżywam także. Przeczytałam zbiór opowiadań Schmitta, zawsze byłam uparcie oporna wobec tego, czym zachwycają się masy, i z czystej przekory nie czytałam, ale jak już wpadło mi samo w ręce, postanowiłam dać szansę. Ogólnie to średnio, ale jedna perełka. Dlatego warto.
To teraz czas na trochę reportażu. Czyli tego, co lubię przenaj.
Czuć jesień, czuć ją w tym przejmującym chłodzie, w kolejnych zakładanych bluzkach, swetrach i polarach, a i to mało, w deszczu towarzyszącym, nagłym, długo ulewnym. Ale i dużo ciepła międzyludzkiego ma szansę tu zaistnieć, nocne Starówką w deszczu chodzenie, rozmowy pół żartem, pół serio, mokre loki na twarzy. I nic przyjemniejszego niż wsiąść po tym do ciepłego auta, Chilli Zet kojące dźwiękami, pyszna herbata z sokiem malinowym i 'przecież nigdy bym cię nie zostawił na deszczu'. Gut.
Jeszcze jedna gorąca herbata, i czas spać. Wszystko będzie dobrze.
a ja też tam byłam, na koncercie! w sektorze "gold", pod sceną samą prawie. :) i podobało mi się. i nie tylko Tobie świecili po oczach, wierz mi. :p a fajerwerki to był dopiero szał! :D
OdpowiedzUsuńaaa dotrwałaś? kurczę jak zaczęło lać się zmyliśmy.. :/
OdpowiedzUsuńno pewnie - kalosze, parasol, górska kurtka. zero problemów. :) do samiuśkiego końca byliśmy. :)
OdpowiedzUsuń