sobota, 12 czerwca 2010

Nie pamiętam, kiedy ostatnio i czy w ogóle kiedykolwiek byłam TAK zmęczona. Wykończona. Prawdopodobnie w IB kończąc Extended Essay/laby/portfolia/internale zimą maturalną, ale to było tak traumatyczne przeżycie, że chyba podświadomie wyparłam je z pamięci i IB wspominam bardzo dobrze. Dlatego przyjmijmy, że nigdy nie czułam się tak absolutnie DEAD. W każdym razie. Wyprowadziłam się z akademika, przeprowadziłam do Rebecci (nigdy.nie.zapomnę.noszenia.dźwigania.targania.milionatrylionakotyliona.bambetli.nigdy), oddałam klucze, mam wielką nadzieję, że dostanę z powrotem cały depozyt (o ho ho, chyba nie umyłam lustra w pokoju sasasa), i że wszystko będzie dooobrze. Ledwo patrzę, wczoraj totalnie zgłupiałam w towarzystwie polsko-angielsko-niemieckim i przez pięć minut nie byłam w stanie się wysłowić (Ewa: 'haha.. guys sorry.. seriously I dunno which language I should speak now.. omg really.. haha..' - co chwilę wtrącając słowo polskie lub niemieckie, które nijak pasowało do całości). Potem było pożegnanie art-historyczne, czyli genialna kolacja przygotowana przez Jię, ludzie, których faktycznie lubię, i kolejne pożegnania.
Te pożegnania.. emocjonalnie zdecydowanie za trudne. Nie jestem przyzwyczajona, i chyba mało kto jest, codziennie żegnać tyle osób. Apogeum miało miejsce dziś rano, gdy J. zapukał do mych drzwi. Niby nic, niby kilka prostych, banalnych słów, 'thank you for everything', ja ledwo wykrztusiłam 'Dooooon't go..', i po chwili fala powodziowa w oczach i mokre policzki moje i jego. To na prawdę nie było łatwe 'bye'.
Dziś wieczorem żegnanie Val - mojej przyszłorocznej współlokatorki, jutro Cathrine - flatmate nr 2, i będzie bardzo pusto i bardzo nic.
Poza tym to jestem jak zawsze gwiazdą dziwnych sytuacji, wpadek, pomyłek, roztrzepań i roztargnień, ale primo to żadna nowość, secundo oszczędzę czytelnikom tych dramatów. Starczy na dziś. Bo koniec końców, wszystko, na ten moment, względnie ogarnięte.

A, zdałam pierwszy rok. Dokładne wyniki za kilka dni, wiem tylko, że jestem the bestestest z włoskiego. Ha, si si, benissimo! ;-)



To teraz śniadanie i spanie. Do oporu. Tzn., do przebudzenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz