Jak czytam to: KLIK to.. chciałam napisać "robi mi się niedobrze" ale może to nie jest najbardziej adekwatne określenie, w każdym razie na widok tytułów, otrzymywanych posad, stanowisk, purpury i złota - mam odruch wymiotny (znowu nieładne określenie). To nie ten klimat. Nie mój, a na pewno nie teraz. Patrzę, czytam, i myślę 'ale o co chodzi?!'. Bo nie o to chyba, o czym piszą.
Poza tym to właśnie aplikuję o pracę na UCLu przy rybkach - haha.. wbrew pozorom (albo i nie wbrew) - naprawdę dobra praca.
Komar bydlak użarł mnie w duży palec u stopy - i jak na złość wszystkie posiadane przeze mnie buty ocierają mnie przy każdym kroku o to ukąszenie. Litości.. za jakie grzechy. (swoją drogą nie wiedzieć czemu, ale myślałam, że w Londynie nie ma komarów. Otóż są. Wiele.)
Dalej jest okrutnie gorąco, parzy i żarzy.. w tym momencie raj = hamak+czarnoskóry muskularny niewolnik+drinki w kokosie (haha, Marta..;-)) lub tradycyjne mojito.
Nie mam pracy, pieniędzy, i butów na ślub i wesele. Ale to się zmieni.
Za tydzień, sobota i niedziela - kilkanaście godzin kelnerowania na weselach (Notting Hill i Old Street) = w przerwie od noszenia talerzy i bycia miłą dla gości mam zamiar dorwać fotografów i przekonać ich, że lepszego assistant ode mnie nie znajdą.
Książka na wakacje (aha, mam zamiar zostać kujonem roku) - 'Relational Aesthetics', jakie to mądre i ciekawe:D Heh. Really ;-)
Tyle miałam do napisania, ale chyba z tego upału zapomniałam. Nic to. Uciekam pisać sprawozdanie stypendialne, bo trochę to potrwa, natomiast wieczorem radosny czas z Tarkiem w Barbicanie zaczynając. Nice.
Update: wracając do początku, a raczej nawiązując - dla balansu, Hołownia ulubiony: KLIK
czarnoskóry muskularny niewolnik!? Ewa! ;p
OdpowiedzUsuńjak to nie ma komarów?! w deszczowo-wilgotnym Londynie muszą być. :P :***
OdpowiedzUsuń