czwartek, 27 maja 2010

Się dzieje się. A to oznacza także, że pośród tego wszystkiego, co codziennie nowe, coś też 'umiera'. I nie jest to proces przyjemny. Może potrzebny? Konieczny?

Jako londyńska ciekawostka - polecam Ice Bar, pięć minut od Oxford Circus. 40 minut w temperaturze -5, drink w 'szklance' z lodu, wielkie lodowe bloki z odbiciami żyjątek morskich, i futrzane peleryny. Poczułam się jak Eskimos. [pewnie niedługo na głupim fejzbuczku ukażą się kompromitujące zdjęcia - czyt. Ewa i dziwny temptation lizania lodowych ścian, oj oj oj].

2 w nocy. To i tak lepiej, niż dzisiejsza 5 rano, kładłam się spać razem z kurami (tak to się mówi? w każdym razie było już zupełnie jasno), po akcji ratowania Kat. Dosłownie, bo już wybierałam numer do szpitala.

Piątek rano i dwie kochane osoby przybywają. Potrzeba mi tej rodzinnej pozytywności niesamowicie, bo moja pozytywność niebezpiecznie przygasła ostatnio.

Na koniec Miłosz. Całość tekstu 'Zakochanie' w Zeszytach Literackich z 2005 roku. Poniższe - trafne, że bardziej nie można. Ot co.

Tak, często byłem w czymś albo kimś zakochany. Tylko że zakochiwać się nie znaczy być zdolnym do miłości. To co innego.

1 komentarz: