poniedziałek, 22 marca 2010

s u p e r h y p e r e x t r a o v e r e x c i t e d

[ciiiichosza, jak będzie coś pewniejszego, to napiszę, ale po prostu skaczę pod sufit, bo namacalnie doświadczyłąm, że nie ma rzeczy niemozliwych, i że można 'earn a living' na tym, co się kocha! teraz wznoszę oczy ku górze - choć przy moim ostatnim bezbożnictwie może być ciężko - i mam nadzieję, że się uda! kontakty kontakty kontakty to podstawa wszystkiego]

a tak, to wesoły dzień. poranna pisanina esejowa, robienie się na bóstwo (próżne dziewczę..), absolutne wariactwo z Jorgiem i konspiracja przed tą okrutną kobietą, która nie znosi chyba naszego mieszkania i ma z nami jakiś problem, więc podeszliśmy do tego z humorem - moja przepona.. suszone mango i moje próby zrozumienia criminal law, i szalenie rozwiane włosy moje (J. w sumie trochę też;)) na najwietrzniejszej ulicy naszej, gdy szliśmy na zajęcia. Takie miłe akcenty. Na workshopie z włoskiego doznałam iluminacji w kwestii czwartkowego egzaminu i już dużo więcej wiem niż wiedziałam. Będzie gut. Albo raczej, bene, benissimo.

Esej esej esej. 1200/2000. Muszę to dziś skończyć. Pepsi Max lepsza niż red bull, w połączeniu z siłownią jest hyper active jak to mawia Cathrine. Więc.. do pracy.

1 komentarz: