Ok. Naprawdę nie mam czasu na bzdury z cyklu facebook, oglądanie seriali online, oglądanie czegokolwiek online, czytanie newsów i newsików. Dni ma zaplanowane z kartką, kalendarz leży na fotelu, czerwony notes mam zawsze w torbie. Ciężko jest, ale dobrze.
Dzisiejsze zajęcia z Archive były tak niesamowitym wyzwaniem intelektualnym, że dopiero gdy się skończyły, zorientowałam się, że przez trzy godziny non-stop moje szare komórki pracowały najintensywniej na świecie. Pełna koncentracja, analiza, w międzyczasie moja prezentacja. Świetne to było. Aż poszłyśmy z Ugne na bardzo yntelektualną kawę - aha, to będzie bardzo przelansowane - two UCL students discussing the issue of authrorship in archive nad filiżanką kawy. Dla rozładowania atmosfery zajrzałyśmy do budynku SPS, gdzie wpadłam na sąsiada Toma i sąsiadkę Sarę, i odwiedziliśmy wystawę z moim zdjęciem. Tyle uczelnianych ekscesów.
Dlaczego czas tak pędzi? [ciiiiisza]
Kręci mi się już w głowie od akademickich maili, które dziś wysłałam, m.in. do mojego personal tutora, ale w jakiej sprawie, to może jak dostanę pozytywną odpowiedź, oraz do cudownej doktorantki, z którą mieliśmy zajęcia wczoraj. Taaaaką listę literatury mi wysłała. Jutro wyprawa po książki do samolotu więc.
Poza tym od dwóch godzin walczę z aplikacją o pracę, ale już prawie gotowe, zaraz jeszcze mail do ambasady, prysznic, make up, i lecę na imprezę. Aha, a teksty na jujtrzejsze zajęcia to chyba jutro.. Zieeeew.
szalona. ;) jak tam wczorajsze imprezy? udane? my dzisiaj mieliśmy bardzo "śmieszne ćwiczenie" na hapolu. w ogóle coraz "zabawniej" się robi. nie ma to jak rysować przekrój nie znając rzutu, ze slajdu wnętrza, który w dodatku jest tak ciemny, że i tak nic nie widać... :D
OdpowiedzUsuń