wtorek, 23 marca 2010

Intensywniej być nie może.. poszłam spać chwilę przed 5 rano, wstałam kilka godzin później, by zatuszować cienie pod oczami i pobiec na spotkanie z wcale nie tak groźnym jak się okazało Director of Studies, i powiedział magiczne "yes", więc będzie dobrze, tylko wypełnić papierzyska i jutro mogę składać podanie.. powinno pójść gładko. Poza tym jutro zajęcia na 9 na których powinnam (muszę..) oddać esej a on trochę jeszcze leży i kwiczy ale zrooobię to w godzinę może dwie.. i pójdę spać. Trudno. Reszta.. poczeka. Musi.

Po sławetnym spotkaniu, mimo, że miałam w torbie wszystko, co mi na siłownię potrzebne było.. zawróciłam i weszłam do biblioteki kilkadziesiąt metrów dalej. I spędziłam 3 godziny autentycznie pracując. Nawet nie czułam zmęczenia. No, może trochę..

Wpadłam powrotnie, zjadłam sushi, pogawędziłam z Omarem i Sof, dostałam pamiątkowe zdjęcie i już miałam zapaść w błogą drzemkę.. gdy do drzwi zapukał Jorg, który to z kolei akurat wybudził się z drzemki:D Dlatego też pewnie nasza rozmowa podążała w najdziwniejszych kierunkach, ale w sumie czemu nie.. Pstryknęłam mu kilka eleganckich zdjęć, pomachałam na drogę i.. i próbuję walczyć z esejem. Prawie jak z wiatrakami.. po drodze trochę skypea, fotoszopa, i myśli o Gdańsku już odweekendowym.

***

.. my nawet sceny filmowe mamy identyczne ulubione.

***

nie ma bezsensu. cokolwiek by się działo. nie ma, po prostu nie ma bezsensu. i 'nie ma sytuacji na ziemi(i) bez wyjścia..'

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz