1700/2200 i piszę piszę piszę więc dziś skończę. Dziś, czyli przed północą. Innej opcji nie ma.
Tyle się dzieje, tyle do opisania.. tylko już sił i tchu brak. Od rana pisanie, w południe wyszykowałam się jak ta lala, przywdziałam wiosenne odzienie, do tego moje kosmicznie wielkie okulary przeciwsłoneczne - bo tu słońce szaleje, i ruszyłam dyskutować o mojej przyszłości uczelnianej.. lecz cała moja elegancja na nic, gdyż pocałowałam klamkę. No, nie dosłownie. Nikt nic oczywiście nie wiedział. W związku z tym postanowiłam wykorzystać owocnie piętnaście minut, które miałam, i na dziedzińcu pokontemplowałam słońce pijąc pyszną kawę.. coś mi się od życia należy. :D
Podejście numer dwa znów zakończone porażką, choć nie do końca, bo po drodze spotkałam t a k i c h chłopców, lecz cóż, że ze Szwecji..mmm.. Siłownia cudownie pusta, wszelakie sprzęty dla mnie, cud miód i orzeszki! Albo hektolitry potu raczej.
Po drodze zakupy i dość przyziemne przemyślenia z cyklu "jakim cudem za siatkę zakupów zawierającą podstawowe produkty zapłaciłam równo dwadzieścia funtów?!", tylko dlaczego mnie to jeszcze dziwi po 7 miesiącach tu.. to samo kosztowałoby może 40zł w Polsce.
Teraz clue programu. Wchodzę do mieszkania, chowam co trzeba do lodówki, biorę ręcznik i już chcę iść do łazienki.. gdy zaczyna wyć alarm pożarowy. Moja lewa brew unosi się znacząco, z ust wydobywa się z sykiem "f***" i.. postanawiam alarm zignorować. [mama mnie udusi]. Dźwięk jest co prawda przeraźliwy, ale jestem zdesperowana, tym bardziej, że w międzyczasie okazało się, że mój tutor zmienił swoje office hours i za 15 minut zaczyna się jego jedna godzina, kiedy można się spotkać a sprawa jest ważna! Wskakuję więc pod prysznic próbując jednocześnie zatykać uszy i umyć się - wyczyn kaskaderski.. udało się. Alarm dalej wyje, z przerwami. Przecież jeśli to naprawdę pożar, to jestem pod wodą, nic mi się nie stanie - myślę. :D Koniec końców, przy akompaniamencie syren, ubrałam się, umalowałam, ponownie wysyzkowałam, i wyszłam. Uff.
Spotkanie na plus. Teraz kolejne mnie czeka, i powinno wszystko się udać.
Tymczasem mamy 21.oo na zegarze, esej czeka, a jutro zajęcia od rana dzień cały. Wracam ładnie do pracy.
Ach, a poza tym to śnią mi się smoki - wczoraj, lub dwie osoby zlewające się w jedną - dzisiaj - co jest nieco irytujące, bo.. no, to na priv. Drugie poza tym jest bardzo pozytywne, bo jest pięknie, słońce, i wiosna. Tak na całego :)
nie żebym straszyła, bo sama raz wychodziłam na dwór w szlafroku i ręczniku na głowie i to niefajne jest też (tak, wyczłapałam się spod prysznica na 0stopni na dworze kiedyś) ale wiesz, że jakby się niedajboże paliło na serio, to woda nie uratowałaby Cię na przykład przed spadającym na głowę sufitem, czy czymś podobnym w związku z płonącą konstrukcją budynku? ;p
OdpowiedzUsuńcheers! xxx
przestań Ty z tą wiosną, no! tu jej wcale nie ma, dziś pada śnieg...
OdpowiedzUsuńa co do alarmu to woda wodą, ale jakby się zaczęło walić? oj miś... :p :*