wtorek, 9 lutego 2010

Schnitzel, Kartoffelsalat [wersja berlińska i monachijska], dobre wino [to akurat włoskie;)]. Pieczone jabłka z migdałami w środku i różnościami karmelowymi wokół, podane z lodami waniliowymi. Ekipa niemiecka spisała się na medal.. pysznie było. [aha, a jutro biegnę na siłownię i nie przestanę biegać, dopóki nie zobaczę tych kilkuset kalorii na liczniku spalonych]

Intensywnie pracuję nad prezentacją. Mój perfekcjonizm czasem wychodzi na światło dzienne. Problem jest taki, że żeby to było tak perfect, jak bym chciała, to trzeba czasu. Dużo czasu. Nie da rady. Ale od czego jest ta wrodzona inteligencja i ładne oczy.

Głowa boli już, tak zwyczajnie prozaicznie. A jutro kolejny intensywny dzień. Nawet nie jutro, to już dziś. Pora spać. Dziwna rozmowa na koniec mi się przydarzyła. Skypowa. Zza ściany. Rozpoczęta po angielsku. A potem.. de rien pourquoi est-ce que tu peux parler francais..
Cóż. Lubię zaskakiwać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz