czwartek, 11 lutego 2010

Jutro dam upust swoim zapędom grafomańskim, teraz tylko wypunktuję..

1. Włosi są źli. [uwielbiam uczyć się włoskiego, ale to zupełnie inna bajka] Szczególnie mój tutor. Naprawdę odezwał się we mnie instynkt mordercy, kiedy oznajmił mi, że nie zdążę z moją prezentacją, i odbędzie się ona.. 1 marca. Dosłownie miałam ochotę poddusić. Po tym jak siedziałam do 4.30 rano tępo patrząc w pokaz slajdów w poerpoincie. Jak spałam zdecydowanie za krótko. Jak trzymałam się tylko dzięki red bullowi. To naprawdę nie było miłe.

2. Zdjęcie na konkurs zrobiłam w 10 minut w mocno nieprzytomnym stanie, ale podoba mi się, dorobiłam nawet ideologię, zostaje tylko wydrukować rano formularz, podpisać płytkę [Omarowi niech będą dzięki, nie ma to jak zorientować się o 22.oo - deadline jutro - że zdjęcie należy dostarczyć na cd] i zanieść do Union. Zobaczymy, co wyjdzie z tego konkursowania na wariackich papierach. Nagorda główna 150 funciaków, nie pogardziłabym..

3. Paella rice z warzywkami w woku i pikantnym sosem mniami. Co za radość coś dobrego w kuchni zmajstrować.

4. Nieżywa, dosłownie nieżywa, zagrałam prawie że american hero i wyperswadowałam swojej przemęczonej części, że jak obiecałam, to wyjść muszę, i pobiegłam na siłownię z Lidą. Hm. Poszłyśmy na TBC [kto wie ten wie, kto nie - Total Body Conditioning], na co zwykłam chodzić jeszcze w liceum w Gdańsku.. i pamiętam, że to była mordęga. Wycisk totalny. Palące uda. Drżące mięśnie. "Jeszcze osiem.. trzy.. dwa.. jeden.. jeszcze cztery!" Pamiętam to bardzo dobrze. Tu wydawało mi się, że skoro tyle biegam i pływam, to moja kondycja jest wyśmienita. Może i jest, może i potrafię przepłynąć kilkadziesiąt 33metrowych basenów i nie czuć większego zmęczenia, przebiec 10km i oddychać.. ale to był hardocre. Fantastyczny hardcore.

5. Bruno Latour - I love your essays. [to na jutro, Iconoclash - ha, 2002 wystawa w Karlsruhe.. nie ma przypadków].

6. A właśnie, 6-9 marca Deutschland Deutschland!

7. Clue notencji. Z przerażeniem, autentycznym przerażeniem, odkryłam, że dziwnie się cieszę na myśl o moich zajęciach science. Czysta chemia. Jutro chemistry of polymers i inne cuda wianki, a ja, zamiast ze zniechęceniem, przeglądam slajdy z ekscytacją. To jest chore. Przecież miałam nie lubić chemii. "Nie lubić" to mało powiedziane. Mamo, ratunku, pomocy! Ja naprawdę to lubię..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz