środa, 27 stycznia 2010

Marudziłam, że sukienki nie znajdę, ale z maską nie będzie problemu, a skończyło się odwrotnie. Dlatego do listy zadań na jutro [nie ogarniam..] dochodzi wyprawa [ok, to nie jest aż tak daleko] w okolice buta Priscilli i kupno maski. Kocept mam, tyle dobrego.
Poza tym jutro także thematic seminar z Archive w Warburg Institute i coś czuję, że Włoski Teacher będzie maglował. On będzie maglował, a ja jak dziecko we mgle.. ok, bez przesady, coś w głowie mam i rozpracowałam teksty, więc dam radę.
A już zupełnie poza-poza, to jestem aspołeczna, tak stwierdzam. Lubię pójść potańczyć, pobawić się, wyjść ze znajomymi, przyjść do znajomych, zaprosić znajomych.. ale nie potrafię wejść do kuchni naszej, gdzie impreza na całego [czyt. pijemy szybko, jeszcze szybciej, jak najszybciej, i fantastycznie się bawimy coraz głośniej się wydzierając] i się w tym odnaleźć. A potem ludzie zadają mi idiotyczne pytania, dlaczego siedzę sama w pokoju. Witki opadają, ja nie będę robić nic wbrew sobie.

Kiecka poniżej. Na bal, na bal, na bal!


1 komentarz:

  1. no, no, no, w takiej kiecy do zdeklasujesz wszystkie inne panie na balu. :) zdjęcie maski też poproszę do kompletu. i butów. :P :*

    OdpowiedzUsuń