pesca to po włosku nie tylko brzoskwinia, ale i wiosłowanie [co ma piernik..]
to całkiem wiele wyjaśnia. i mam genialnego brata, ale to wiedziałam.
:)
gauguin gauguin gauguin
mam nadzieję, że po napisaniu tego eseju, nie zmieni mi się pogląd na jednego z ulubionych artystów

Jest gut. I nie ma zimy w Londynie. Cienki płaszcz i buty-śmigacze. Nawet chyba nie pada. A dziś.. dziś pójdę spać jak człowiek. Nic się w tym wpisie nie trzyma siebie, więc teraz zupełnie nie na temat - włoski jest coooooool i na magisterkę jadę do Italii. A co! ;)
Ostatnia wiadomość jeszcze mniej pasująca. Odkrywam w sobie tłumione instynkty i jestem miła i pomocna. Podzieliłam się mlekiem, rozmawiam z nieznajomymi w windzie, wytłumaczyłam niezrozumiałe Lidzie, skserowałam innym materiały [co wymagało zdreptania 5 pięter do piwnicy departamentu po czym wdpretania tyluż, a wszytko w złowieszczym malarskim fartuchu], zaaltacetowałam i zabandażowałam Omara. A dla siebie posprzątałam pokój na tyle, że jest przyjemnie.
Teraz będę miła dla eseju i go napiszę. Ciekawie, kiedy mi się znudzi:P
:D :*
OdpowiedzUsuń