czwartek, 12 listopada 2009

Poranne bieganie (uwielbiam), kilkugodzinny spacerowanie z A. - moje nogi mówią dziś DOŚĆ, Starbucks nad Tamizą i Primarkowe zakupy (wydałam 20 funtów z czego naprawdę dla siebie kupiłam za przeproszeniem majtki za funta a reszta to a)wieszaki, b)poduszki, c)prześcieradło [bez komentarza, zawsze marzyłam o takim naciąganym na materac, już trzymałam, ale kolor mi się odwidział, chwyciłam rzekomo identyczne ecru i przed chwilą okazało się że to zwykłe prześcieradło bez gumki na małżeńskie łoże a więc dwa razy za duże!], d)poszewki na poduszki, e).. jednak coś dla mnie jeszcze, baleriny za 4 funty. Ciekawe jak długo pociągną. Ładne są. Ale moja rodzina mnie wydziedziczy słysząc o butach nie z Ecco. I dwadzieścia kilka razy tańszych niż z Ecco. Cóż. Studenckie życie. Potem prawie zemdlałam w autobusie ale nikogo z pasażerów to nie wzruszyło, tu każdy żyje swoimi sprawami. Razowe tosty bo nie mam sił na nic innego, odcinek House'a na deser i teraz dziki szał sprzątania. Bo za sześć godzin będę ściskać radośnie Tomasza i Emilię. A wcześniej, jak Bóg da;), może kilkaset słów eseju. Jakoś sam się nie chce napisać, złośliwiec i wredota!

1 komentarz:

  1. Ewa, Ewa żyjesz? :P pewnie Cię rodzina zaabsorbowała. :) :*

    OdpowiedzUsuń