wtorek, 17 listopada 2009

Plany mają to do siebie, że się zmieniają.

Czyli zdecydowałam jednak nie zarywać nocki tylko względnie przyzwoicie udać się w ramiona Morfeusza, żeby zachować przytomność umysłu na jutrzejszym wykładzie w oparach olejnych farb. 1700 słów eseju już jest, czyli jeszcze niecałe 500 i szlifowanie, bo jest nieco "messy". Zadowolona z siebie jestem, a co. Narzekać można zawsze - że można było więcej, intensywniej, lepiej. Zrobiłam sporo i cieszy mnie to. Ha.
A w ramach ciekawostki - w sobotę byliśmy z Tomkiem i Emi w nowej części Natural History Museum, tzw. Cocoon Museum, Darwin Centre, gdzie trafiliśmy na nagrywanie najprawdziwszego z prawdziwych programów BBC. Jako publiczność! A program był o.. jedzeniu insektów, robactwa, pająków.. bo to podobno naturalne, zdrowe, i tylko ten współczesny szalony świat namawia nas na gotowane, paczkowane jedzenie. Teraz uwaga - zjedliśmy insekty.. tak tak! Ugryzłam, pogryzłam, przełknęłam.. kawałek włochatej nóżki tarantuli:D Dowody:




2 komentarze:

  1. o rety... chcesz mi powiedzieć, że jadłaś tarantulę?! wooow... przerażasz mnie. :P :D

    OdpowiedzUsuń
  2. aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!
    ja tylko zjadłam raz mrówkę. ale to było w podstawówce!
    aaaaaaaaaaaaaaaaaaa.

    OdpowiedzUsuń