to jest absolutnie niesamowite. życie. i bycie. są czasem takie momenty, że uderza mnie, spada na mnie, iluminuje - świadomość nieogarnioności i niepojętości naszego egzystowania. tu i teraz. właśnie mnie zaskoczyła taka myśl znów [ciekawe to - przecież to nie nowa myśl, a za każdym razem jednak 'nowa'!]. nie wydarzyło się nic przewracającego moje życie do góry nogami dziś, nie spotkałam miłości życia na przejściu dla pieszych, nie wygrałam w totka ani nie złamałam nogi. po prostu intensywny wtorek, jak zawsze. zajęcia w pracowni, w oparach farb olejnych i terpentyny, lunch z Cathrine, dwie godzinki w bibliotece, chwila u siebie, zajęcia Fashion Society. ledwo przyszłam, nie zdążyłam nawet zrobić herbaty, zaczęłam ogarniać sprawy "na jutro"... i co pomyślałam? a raczej co "samo" mi się pomyślało? że tyle się tu dzieje i tak bardzo korzystam z londyńskich możliwości, że nie biadolę jak mi tęskno i brak, tylko robię coś z moim życiem i dobrze mi z tym. bo naprawdę jest mi tu coraz lepiej. coraz pewniej. codziennie dostaję mnóstwo maili o wykładach, imprezach, koncertach, spotkaniach, wystawach.. nie dam rady pójść na wszystkie. ale mogę wybierać, decydować, planować. moje decyzje, wybory, plany. moja odpowiedzialność. nie zawsze wychodzi tak jak chcę. ale coś się dzieje. to jest absolutnie genialne. jak wielemożemy zrobić z naszym życiem, w jakie relacje wchodzimy, jak kreujemy siebie wobec innych i wobec siebie, jak wchodząc w te relacje coraz głębiej mamy szansę stawać się coraz prawdziwsi i jak odbieramy innych, jak z nimi funkcjonujemy. ha, zrobiło się mądralińsko.
dobra jest ta intensywność. eseje trochę przerażające ale przecież to wszystko jest dla ludzi. skończę dziś pierwszy esej, jak się postaram. a postaram się. i oddam go w piątek na czas. za drugi esej się wezmę w czwartek - i wtedy się pochwalę, jaki to ambitny temat. serio serio ambitny;) a na piątkowe zajęcia - ale o tym pewnie dokładniej jeszcze napiszę - mam do przeczytania kilkadziesiąt mądrych stron i kilkanaście trailerów do obejrzenia. np. matrix. np. ptaki. np. psycho. będzie ubaw po pachy:D
tymczasem herbata, wielka praca domowa z włoskiego na jutro, a dla relaksu odpiszę Lidzie, która leży w Pradze chora. fajnie jest mieć międzynarodowych znajomych. jeszcze fajniej, jak są fajni. a jak są bardzo bardzo super fajni, to najfajniej na świecie. ale spokojnie, o moich kochanych najważniejszych polskich ludziach pamiętam. i tęsknię. i są cały czas tak samo ważni i cenni:)
a! w sobotę party party idziemy w tan! koko, camden, zabawa w brokacie i pianie:)
i m.in. z tej okazji nabyłam drogą kupna nowy tusz do rzęs. jest n i e s a m o w i t y.
jak to mówią [wiadomo kto:)]... chodzi o to, żeby czerpać z tego życia to co najlepsze, mieć wybór, decydować, ponosić konsekwencje wyborów, naszych wyborów ;] a ja się z tym zgadzam i cieszę się, że Ci tam dobrze! :]
OdpowiedzUsuń:* :)
OdpowiedzUsuń