Mogę być "twarda nie mientka", ale prawda jest taka, że są momenty, kiedy chciałabym, żeby ktoś się mną zajął, ugotował obiad, zrobił herbatę w największym kubku świata z wielką ilością miodu i cytryny, przytulił i powiedział "Ewa, będzie dobrze, wiesz?". Jest parę osób, które bym w tych rolach widziała. A jak jestem przeziębiona, to najbardziej tęskno za domem. Gdzie mogłam zawinąć się w koc, nie myśląc o tym, kiedy wziąć lekarstwa i nie mdlejąc przy odkurzaniu, bo ktoś to za mnie zrobił.
Eliksirek magiczny by się przydał teraz. Ale do tego też potrzebuję..
Metro to siedliszcze zarazków, którego unikam jak się da, ale nie zawsze się da, i oto efekty kombinacji metro+deszcz+wiatr i przeciągi+klimatyzacja gdzie się da+otwarte okno nocą - słabowicie, blado, z katarem, bez apetytu. No to się poużalałam trochę.
Tak naprawdę nie jest źle. Aspiryna i mykam do łóżka.
Aha, na koniec konwersacja esemesowa z Tatą:
E: Titi! odważyłam się pierwszy raz w życiu wymienić żarówkę sama!
T: Pamiętaj o wyłączeniu światła
E: No tak zrobiłam:)
T: Następnie włącz światło
Zawsze wiedziałam, że moja rodzina wierzy w moją inteligencję:D
[aha, naprawdę nigdy nie wymieniłam żarówki wcześniej, moje obsesyjne lęki przed porażeniem prądem były paraliżujące:D]
hahaha :)
OdpowiedzUsuńzdrowiej kobietko!
rozmowa esemesowa mnie rozwaliła... ;) i gratuluję pierwszej samodzielnie wymienionej żarówki! :P :* co do chorób to się nie dawaj! ale też nie lekceważ - jak już się czujesz nie najlepiej to zostań w akademiku, żeby się 'nie doprawić'. wiem, że nie można sobie odpuszczać, tak o, zajęć, ale zdrowie najważniejsze. trzymaj się cieplutko, pozdrawiam Cię znad tony rysunków [w czwartek klauzura z parcha...]. :D
OdpowiedzUsuń