bardzo je lubię
lubię jego intensywność, wielość i mnogość możliwości; lubię moją samodzielność tu, czasem trudną ale jakże satysfakcjonującą..
lubię (uwielbiam!) moje studia
lubię rozmawiać po angielsku i zachwycać się ludźmi [jasne, nie zawsze się zachwycam, to nie utopijna cukierkowa kraina przecież]
lubię być zaskakiwana przez to miasto
lubię moją tęsknotę bo potem bardzo doceniam płynące na skypie minuty, dziesiątki minut, i ciepły, spokojny głos..
lubię londyn za kawę w starbucksie, za mnóstwo rzeczy, które oglądałabym tylko w książkach, gdybym nie wyjechała, a tu mam je rzut beretem..
"nie lubię" nie będzie, bo owszem, garstka by się znalazła, ale po co? wiem, jak jest, lubię to, co mam
niedziela uświęcona - egzamin egzaminem, ale to dzień odpoczynku; pranie i nie tylko przedpołudniem, wyprawa do kościoła z półgodzinnym zamarzaniem na przystanku, msza niesamowita - pierwszy raz 12.ootka, piękny śpiew taki jak w Gdańsku na Ciemnych Jutrzniach [tzn. jakby z podobnych nut tych kwadracikowych;)], identyczne kadzidło, De Profundis na koniec z ojcami; pędem do akademika i kilkugodzinne łazikowanie po Londynie z Kasią i Wojtkiem, któy przyfrunął w odwiedziny; trochę zdjęć, pewnie wkrótce na picasie. po powrocie mądra rozmowa na skypie, taka potrzebna. na dobranoc trochę starożytnej rzeźby. dobrze jest, myślę sobie...:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz