Za moment wychodzę po Kasię na stację. Fajnie to brzmi, przyjeżdża na Waterloo. Ale ja odbiorę ją już bliżej. Dobrze tak, wizytowy weekend, po naprawdę zapracowanym tygodniu. Należy się. Dziś pewnie London by night jeszcze, oby zdjęcie, pewnie trochę Hause'a, wino [moja absytenencja tu jest wprost nie do uwierzenia;)] i nocne rozmowy. Jutro - jeszcze nie wiem:) Wszystko tak naprawdę pełen spontan, czyli że będzie fun. A o to przecież chodzi:P [tak nawiasem.. mam tu FUNową koszulkę Górkową..;)]
A! Przyszła paczka z ojczyzny. To naprawdę świetne uczucie. Jechałam windą ledwo obejmując 10kg karton i było mi tak po prostu fajnie. Jak otworzyłam - od razu zobaczyłam, że to Mama pakowała. To widać. Kochana moja Mama. Mam pościel, mam mój ulubiony, miękki polarowy koc w radosnych barwach, mam buty do biegania, sosy do sałatek najlepsze, konfiturę miętową [szczerze mówiąc nie do końca wiem co to, jest w słoiku, ma kolor miodu i naklejkę "mięta 2009"], siatkę lekarstw, i jeszcze kilka innych rzeczy. Cudownie.
Weekend! Let's have some fun;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz